Zabójcza zieleń. Historia zielonego pigmentu z arszenikiem, Wiktoria Król
recenzja
W grudniowym klimacie, gdzie na zewnątrz szaro, ponuro i brudno, ludzie z chęcią sięgają po mocne i żywe kolory, by dekorować wnętrza domów, oświetlać ogródki i ulice miast. Wyraziste barwy cieszą oczy i tak też było w dziewiętnastym wieku w czasach wiktoriańskich. Wśród szarości tamtych lat, kolor przykuwał uwagę na ulicach czy w mieszkaniach, a dodatkowo czasy rewolucji przemysłowej sprawiły, że społeczeństwa zaczęły się rozwijać i bogacić, dzięki czemu większe grono zaczęło się troszczyć o wygląd miejsca, w których toczyło się życie. Ludzie chcieli żyć ładnie, dlatego dbali o eleganckie wnętrza czy piękny ubiór i taka była codzienność otaczająca mieszkańców Wielkiej Brytanii, Francji czy Prus. Stąd wzięła się potrzeba wynalezienia skutecznych i stosunkowo tanich barwników, których można używać w produkcji hurtowej, a nie tylko w ręcznych manufakturach.
Zieleń była kojarzona z przepychem, dlatego tak ciężko było uwierzyć, że ten niewinny pigment, z którego powstawała ta niezwykła barwa, okazał się niebezpieczną trucizną. A wszystko to za sprawą arszeniku. Przy zastosowaniu odpowiednich metod chemicznych, które zostały wyjaśnione w książce, stawał się jednym z składników najpiękniejszego zielonego barwnika, niezwykle intensywnego i pożądanego. Do tego pigment był w miarę tani w produkcji i dostępny w sporej ilości. Wtedy też zapanował prawdziwy szał i wszystko począwszy od ubioru i tapet, przez oprawy książek, atrament, farby, zabawki dla dzieci, po opakowania i dekoracje cukiernicze było zielone. Absolutnie każda rzecz, jaką można sobie wyobrazić była w tym najmodniejszym odcieniu. Jednakże za nim czaiła się choroba i śmierć.
Wiktoria Król przytacza jeden z cytatów z ówczesnej prasy, który mówi o tym, że w przeciągu sześciu lat od 1848 do 1853 padło według wykazów rządowych ofiarą trucizny 1700 mężczyzn, a 1518 kobiet, co wynosi przeciętnie po 536 osób na rok, czyli po 10 na tydzień, czyli 1 co godzin 16. Te liczby wyraźnie pokazują skalę tragedii, która działa się w dziewiętnastowiecznym świecie, a dziś jest traktowana jako niezwykle ciekawy, niszowy temat. Dodatkowo trujących kolorów było więcej, o czym też zostało wspomniane w treści, a uregulowania prawne nie wszędzie chroniły mieszkańców przed handlem trucizną. Badacze, lekarze i chemicy mieli podzielone zdania co do mocy i wydzielania się arszeniku z przedmiotów otaczających bezbronnych ludzi.
Wszystko w tej pozycji jest poparte badaniami, artykułami z dziewiętnastowiecznej prasy międzynarodowej i polskiej oraz źródłami opatrzonymi przypisami, ujęte w chronologię. Autorka przedstawiła fakty w przystępny, zrozumiały sposób i jest to naprawdę wyczerpujące, przemyślane i dobrze zredagowane kompendium wiedzy o tytułowej truciźnie. Książka trafi zarówno do historyków, jak i chemików, a czytelników nieposiadających profesjonalnej wiedzy w żadnej z tych dziedzin dość łatwo wprowadzi w tematykę. W treść zostały wplecione wywiady ze współczesnymi specjalistami w temacie danego rozdziału książki, co nadaje jej znamiona quasi-reportażu. Nie jest to sucha pozycja naukowa, gdyż wnętrze oferuje wiele przyjemnych wizualnie wstawek. Książka zawiera ciekawy wybór fontu dla śródtytułów, oryginalny układ tekstu, który ułatwia czytanie i odnalezienie fragmentów na temat konkretnych zagadnień, a zielone obramowania i fragmenty tekstu przyjemnie dopełniają strony. W środku znajdziemy również obrazki i ilustracje, fragmenty z gazet czy z raportów lekarzy. Również sama okładka mocno przyciąga wzrok, gdyż intensywny kolor zielonej sukienki, szmaragdowe tło i czaszki idealnie nawiązują do zawartości, a złote napisy dodają estetyki.
Książka zawiera też ciekawe i praktyczne porady, co zrobić, jeśli trafi się na stare zielone książki lub inne przedmioty przypuszczalnie zawierające truciznę. Jednak czytając “Zabójczą zieleń” można odetchnąć z ulgą, że żyjemy w świecie bez toksycznego pigmentu, i że każda dziedzina życia jest już bezpieczna i uregulowana. Jednocześnie jest to zachęta do refleksji nad współczesnością, ponieważ i obecnie chemikalia w jedzeniu, sposób wytwarzania odzieży szkodliwy dla ludzkiego zdrowia czy niebezpieczne dla życia dzieci zabawki to tematy, które nas dotyczą. Równocześnie bardzo aktualny jest jeden z cytatów, który rozpoczyna siódmy rozdział książki: Przed tak nieuczciwym nadużyciem chronią nas teraz wprawdzie przepisy państwowe, zawsze jednak trzeba w tym względzie surowo kontrolować wyroby przemysłu, gdyż dla sporządzenia pięknego, zwracającego uwagę i pokupnego towaru omijane bywają zazwyczaj prawne przepisy i zaniedbywane względy zdrowotne.
Podsumowując “Zabójcza zieleń. Historia zielonego pigmentu z arszenikiem” to przyjemna pozycja, z której zaczerpnąć można bardzo dużo wiedzy na temat tej mniej znanej codzienności dziewiętnastego wieku. Można z niej wysnuć wniosek, że coś, co jest piękne i pożądane, również może okazać się przyczyną wielu chorób, a nawet śmierci. Ta historia najmodniejszego koloru w jego różnych odcieniach jest zdecydowanie fascynująca i odkrywcza.
Kamila Maryniaczyk