Heweliusz – tajemnica katastrofy na Bałtyku

 

Historie różnego rodzaju katastrof zawsze wzbudzają duże zainteresowanie. Mogą przytłaczać ogromem tragedii, oburzać niekompetencją władz i służb ratowniczych, budzić głębokie współczucie dla ofiar i ich rodzin, a nawet wytrącać ze strefy komfortu, w której człowiek czuje się bezpiecznie i wie, że nic mu nie grozi. Jednak mają to do siebie, żepotrafią być bardzo wciągającei angażujące. To właśnie taka historia.

14 stycznia 1993 roku na Morzu Bałtyckim zatonął polski prom “Jan Heweliusz”. Zdarzenie to pozostaje do dziś największą katastrofą w historii polskiej powojennej żeglugi cywilnej i wciąż wzbudza zainteresowanie autorów książek i filmowców. Świadczyć o tym może zbliżający się serial produkcji Netflix w reż. Jana Holoubka oraz najnowszy reportaż Adama Zadwornego „Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku” z 2024 roku.

Adam Zadworny, dziennikarz, autor tekstów i książek o Pomorzu Zachodnim, m.in. „Szpiedzy w Szczecinie” oraz współautor reportażu o wojnie w Iraku „Psy z Karbali”, prowadzi tym razem dziennikarskie śledztwo,próbując ustalić, co tak naprawdę zatopiło prom. W tym celu przegląda dziesiątki tomów akt, rozmawia z rodzinami ofiar, dociera do marynarzy, którzy przeżyli, a nawet szuka ówczesnych urzędników podejmujących decyzje i dziennikarzy, którzy relacjonowali jego zatonięcie. W siedmiu rozdziałach przedstawia historię promu od momentu jego powstania w 1977 roku, poprzez szczegółowy opis katastrofy, aż do procesów sądowych przed Izbą Morską i końcowych raportów sporządzonych po nich. Odnosi się też do licznych teorii spiskowych, którymi obrosła tragedia Heweliusza, nie unikając spekulacji oraz przypuszczeń. Zaznacza jednak, że po 32 latach od katastrofy, prawdopodobnie już nigdy nie dowiemy się prawdy.

Zadworny rozpoczyna swoją opowieść od nakreślenia realiów ówczesnej epoki PRL-u, kiedy to prom odbył kilka tysięcy rejsów. Choć jego głównym przeznaczeniem był transport wagonów kolejowych oraz tirów i ich kierowców, wiele mówiło się o nieoficjalnej „działalności” Heweliusza. Składały się na nią przemyt alkoholu, seks za pieniądze czy płatne informacje dla tajnych służb. Mimo tostatek miał wśród marynarzy opinię „niefartownego” lub „trefnego”. Było to spowodowane niemal trzydziestoma wcześniejszymi wypadkami promu – m.in. dwukrotnym przewróceniem się w porcie, niebezpiecznymi przechyłami podczas załadunku i rozładunku, zderzeniami z kutrami rybackimi, awariami silnika, a nawet pożarem na pełnym morzu.Autor zwraca jednak uwagę na to, że większośćtych zdarzeń została zatajona, ponieważ „w PRL-u nawet liczba katastrof była reglamentowana”. Liczne uszkodzenia naprawiano jedynie doraźnie, gdyż najbardziej liczył się zysk z transportu. Odstawienie promu do stoczni na dłuższą naprawęwiązało się z przestojem i stratami finansowymi. W ten sposób lata zaniedbań, nie zawsze do końca naprawione usterki, a także specyficzna budowa statku mogły przesądzić o jego losie.

Historia Heweliusza to jednak nie tylko liczby, naprawy, zyski i straty. Autor nakreśla dzieje promu z bardzo ludzkiej strony, przedstawiając jego załogę. Poznajemy więc historię każdego z jej członków, ich rodziny, zwyczaje, doświadczenie na morzu,a nawet marzenia i plany na przyszłość. Takie zaprezentowanie bohaterów powoduje, że stają się nam bliżsi, a nawet w jakimś stopniu się do nich przywiązujemy. Zabieg ten sprawia, że w krytycznym momencie nie stanowią oni anonimowej, bezimiennej „załogi”, lecz ludziwalczących o życie, a ich los naprawdę nas obchodzi. Autor nadał w ten sposób katastrofie „ludzką” twarz, ukazując ją przede wszystkim jako tragedię człowieka, a nie tylko utratę promu, całego ładunku i strat dla armatora.

Warto wspomniećteż o rozdziale opisującym przebieg samej katastrofy i akcji ratunkowej. Zadworny rekonstruuje ją niemal minuta po minucie. Nie stosuje przy tym żadnychwyolbrzymień, nie szuka sensacji, a opisuje jedynie fakty w krótkich, prostych zdaniach. Jednak to właśnie ten pozornie suchy, reporterski ton robi tak wielkie wrażenie. Opis zimna, wiatru, ogromnych fal zalewających pokład i ludzi, bezskutecznych prób ucieczki z zatrzaśniętych kabin i chęci pomocy innym rozbitkom jest niezwykle dramatyczny, a jednocześnie stworzony z powagą i szacunkiem dla ofiar. Przyznam szczerze, że po raz pierwszy musiałam robić przerwy w lekturze. Ciężar emocjonalny tego, jak załoga i pasażerowie walczyli o życie, na przemian tracąc i odzyskując nadzieję na ocalenie, a potem zamarzając w lodowatej wodzie, był momentami nie do wytrzymania.

Autor przytacza też historie tych, którzy na prom nie wsiedli. Czasem było to spowodowane spóźnieniem wywołanym przez trudne warunki na drodze, czasem zwykłą zmianą planów, a czasem nieustępliwością załogi, która nie wpuściła na pokład spóźnialskiego zjawiającego się w ostatniej chwili. Jak się okazało, sytuacje te uratowały niektórym ludziom życie, o czym opowiadają oni w poruszających historiach. Pokazują one, ile zależy od trafu, przypadku czy zbiegu okoliczności, którzy może zadecydować o życiu lub śmierci.

„Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku” to bardzo dobry, rzetelny reportaż, trzymający w napięciu od początku do końca. Napisanyprzystępnym językiem, a jednocześnie zawierający wiele trudnych fragmentów. Jest to historia, która zostaje w głowie na długo, tym bardziej przerażająca, że wydarzyła się naprawdę.

Zadworny Adam, Heweliusz. Tajemnica katastrofy na Bałtyku, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2024.

Wrzesień 2025

Monika Kawa