Trafiła mi wręce niedawno pocztówka z wizerunkiem Wieszcza w Jajku Wielkanocnym – przejaw przekraczającego niekiedy granice rozsądku kultu Adama Mickiewicza (istnieją Jego portrety z pierza czy portrety „kaligraficzne”, gdzie głowa poety jest narysowana tekstem, np. całej księgi „Pana Tadeusza”). Tę pocztówkę dołaczamy do naszych Szczerych Życzeń Świątecznych, razem z garścią wspomnień i listów, które ukazują – niezbyt wprawdzie szczegółowo, ale w tym wypadku nawet szczątkowe informacje są ciekawe – jak spędzał Wielkanoc nasz Narodowy Wieszcz. Będzie też fragment uciesznego „wielkanocnego” tekstu Wieszcza Konkurenta, czyli Juliusza Słowackiego. Przypominamy te rzeczy głownie z myślą o młodych Czytelnikach. Niektórzy z nich bowiem wynieśli ze szkoły bardzo koturnowy obraz Mickiewicza, który warto by nieco uzwyczajnić i ożywić.Na początek wspomnienie Marii Goreckiej, córki poety, które napisała dla swego najmłodszego brata – Józia Mickiewicza. Wspomina czasy, gdy miała lat kilka i gdy Adam Mickiewicz wraz z rodziną mieszkał w Paryżu.
„W Wielki Piątek wieczorem, ojciec zgromadzał nas u siebie i przeczytawszy Ewangelię, śpiewał z nami »Gorzkie żale«. Przy święconym, ojciec dzielił się z nami i z gośćmi jajkiem, zamieniając przy tem życzenia, których treść, zawsze ta sama, głęboko utkwiła nam w pamięci. [...] W ostatnich latach, z wielką satysfakcją ojca, znalazła się nawet żydówka polska, która przychodziła ugotować szczupaka po żydowsku [to na Boże Narodzenie... – dop. J.C.”], a na Wielkanoc przynosiła mace, bo ojciec i to znajdował smacznym i nieraz słyszałam jak wspominał, że nie ma na świecie ciasteczek wyborniejszych nad żydowskie obwarzanki nowogrodzkie”.
Wspominając przyjaciela domu, Henryka Służalskiego – człowieka ogromnego wzrostu i siły, który wzbudzał u Francuzów podziw i konsternację, kiedy mawiał: „Ja w swoim kraju obok innych zawsze za bardzo wątłego i słabego uchodziłem” – Maria Gorecka relacjonuje:
„Zajęciem jego u nas było, jak zawsze mawiał, temperować ojcu pióra, które doskonale przypadały do ręki [pamiętajmy, że wieszcz pisał piórem gęsim! – dop. J.C.], dostarczać szczególniejszych haczyków do fajki (Mickiewicz był namiętnym palaczem! – dop. J.C.), a na święcone śliczne lepić baranki z masła z kręconą wełną. Dla nas dzieci miał zawsze podaruneczki: ptaszki i kwiaty...”.
[Wspomnienia o Adamie Mickiewiczu opowiedziane najmłodszemu bratu przez Maryę Gorecką, Warszawa 1875]
[Wspomnienia o Adamie Mickiewiczu opowiedziane najmłodszemu bratu przez Maryę Gorecką, Warszawa 1875]
Nie zawsze jednak nasz wieszcz spędzał święta tak statecznie i pogodnie. Oto w roku 1821 – miał wtedy 22 lata – w czasie wielkanocnym rywalizował w Kownie o względy pani Kowalskiej z niejakim Nartowskim. Tarapaty z tym romansem związane opisywano po wielokroć. My sięgniemy tu tylko do listów jego przyjaciół. Najpierw Jana Czeczota (list adresowany do Onufrego Pietraszkiewicza z 25 IV 1821 r.):
„Gryzło to go (Mickiewicza, oczywiście – dop. J.C] niezmiernie, tak że cały wielki tydzień był w humorze Anglika, czyli raczej szaleńca, żył lulką, piwem, winem i chciał bić się.”
A w pierwszy dzień Wielkanocy – wieczorem – Mickiewicz grał z p. Kowalską i owym Nartowskim w karty. Wspomina Franciszek Malewski [List z 20 IV do J. Jeżowskiego]:
„Nartowski zaczął coś gadać, co się przykrym wydało Adamowi. Dał mu Adam karty, mówiąc: »Graj lepiej, a głupstw nie gadaj«. Gdy ten karty odtrącił, Adam uderzył go w ucho, że się na ziemię potoczył. Kowalska zemdlała. Nartowski chciał wstać i gramolił się na woskowanej posadzce; Adam porwał lichtarz i w łeb mu rzucił. Na hałas przybiegł Kowalski, rozbroił. Nartowski zaczął więc Kowalskiej, w oczach męża, wyrzucać ukrywany romans. Skończyło się na rozejściu się. Adam wyszedł, jakby na nowe życie odrodzony.”
Krewki był ten nasz poeta za młodu! Nie wchodząc w szczegóły, nie dociekając, kto był winien, trzeba jednak stwierdzić, że popsuł wtedy ludziom święta... Przecież omal nie doszło do pojedynków, bo obaj panowie nie omieszkali wyzwać na nie Mickiewicza. Ale Kowalskiego jakoś udobruchała żona, a Nartowski stchórzył.
Żeby jednak nie kończyć obrazem świątecznej awantury, sięgnijmy do zabawnego tekstu drugiego naszego wieszcza – Juliusza Słowackiego. Chodzi o utworek pod tytułem „Święcone u J[aśnie] O[świeconego] Księcia Radziwiłła Sierotki”. oto jego fragment opisujący, jak u J.O. księcia wyglądało „święcone”. To co my zazwyczaj mieścimy w małych koszyczkach, u księcia zajęło aż dwie komnaty:
„Obróciliśmy wtenczas oczy na święcone, a było na co patrzeć, albowiem i tu pod prezydencją księcia kucharz wszystko tak urządził, że nie tylko apetytowi, ale i myśli było przyjemnym. W sali tej albowiem, śród mnóstwa drzew, z miodu lipowego była sadzawka z wyspą zielonym owsem pokrytą, na której się pasł święty baranek z chorągwią, mający oczy z dwóch karbunkułów ze skarbca J.O. Księcia wyjętych, które błyszczały niezmiernie. Na tego baranka godziło czterech dzików okropnej wielkości, upieczonych całkowicie, a dwanaście jeleni ze złoconymi rogami, w różnych pozyturach, wyskakiwało z lasu, który był z drzew pomarańczowych, różnymi konfektami obrodzony. Gdy tu same mięsiwa, to w przyległej komnacie były ciasta i napoje nie mniej misternie ułożone. Nie lasy tam, ale baby podobne skałom nosiły na głowach z migdałowych murów grody i fortece, coś nawet podobnego Jerozolimie widać było, albowiem śród cukrowych domów ukryte ananasy koronami szarymi naśladowały palmowe drzewa, a w bramach zaś figurki cukrowe w szmalcowanych pancerzach i z krzyżami czerwonymi na piersiach, jako jerozolimscy rycerze za czasów Godfreda, stali na straży.”
[Pierwodruk w „Tygodniku Literackim”, 13 i 21 kwietnia 1840]
[Pierwodruk w „Tygodniku Literackim”, 13 i 21 kwietnia 1840]
To tylko niewielki fragment owego opisu karykaturalnego doprawdy przepychu. Czego i Państwu szczerze życzymy!
Pocztówka z początku wieku XX