PolskiEnglishFrançais (France)UkrainianGermany

 

23 maja 2022 r. w wieku 82 lat zmarł we Wrocławiu, po długiej i ciężkiej chorobie Ryszard Turkiewicz, bibliotekarz i poeta.

Wiele jego życiowych decyzji da się wytłumaczyć tylko jednym: umiłowaniem literatury i książki. Bo cenił nie tylko niesione przez książkę treści, ale także jej cechy zewnętrzne: zwracał uwagę na oprawę, gatunek, gramaturę i barwę papieru, typografię, jakość druku.

Był czytelnikiem namiętnym, z tych, co to czytają bez przerwy, ale też lubią o książkach rozmawiać. Wszystkie nasze spotkania, które pamiętam, zawsze przywoływały jakąś ostatnio czytaną przez niego lekturę. A spektrum było szerokie. Kiedyś przyszedł olśniony świeżym dla niego odkryciem – twórczością Zygmunta Haupta, innym razem dość gwałtownie opisywał „Mesjaszy” György'ego Spiró, albo dzielił się wrażeniami z lektury najnowszych powieści Umberto Eco czy Olgi Tokarczuk...

Zapewne z tej namiętności wzięły się jego życiowe wybory. Studia bibliotekoznawcze na Uniwersytecie Wrocławskim (dzieciństwo spędził w Jeleniej Górze, gdzie przyjechali jego rodzice, opuściwszy rodzinne Bilcze Złote na Podolu), a od 1963 r. praca w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Tadeusza Mikulskiego we Wrocławiu. Kilka lat przed emeryturą był dyrektorem Dzielnicowej Biblioteki Publicznej Wrocław – Fabryczna. Angażował się w działalność Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, i nie tylko interesował się rozwojem bibliotek publicznych na Dolnym Śląsku – on je współorganizował. Rozumiał, że działalność biblioteki publicznej nie może się ograniczać do wypożyczania książek, co zaowocowało powołaniem Galerii Exlibrisu przy bibliotece dzielnicy Wrocław – Fabryczna znakomitej, docenionej przez środowisko artystyczne, której bogaty dorobek prześledzić można, czytając profesjonalnie i świetnie edytorsko wydawane katalogi.

Jednak tym, co go najbardziej wyróżniało wśród bibliotekarzy, było świetne pióro. Skutecznie uprawiał publicystykę, często wkładając swój „polemiczny pazur” w bibliotekarskie mrowisko, publikując w regionalnych i ogólnopolskich czasopismach branżowych zarówno artykuły, jak i felietony. Ale nie tylko rozsyłał swoje teksty. Sam tworzył, prawda że efemeryczne, ale wynikające z potrzeby załatwienia pilnych spraw, pisemka powielane na kserokopiarce, a kiedy pojawiły się technologiczne możliwości, stworzył w internecie chętnie czytanego bloga „Robaki”, podejmującego głównie sprawy biblioteczne.

W ostatnich latach życia niewątpliwie ważniejsza od spraw bibliotekarskich stała się dla Ryszarda Turkiewicza poezja. Zaczął publikować na początku lat 90. i wydał sześć tomów poetckich: „On i my” (1992), „Kotlina” (2004), „Przygody trawy” (2009), „Jaskinia Werteba” (2012), „Kobiety NN” (2015), „Gorące chore lato” (2019).

Poeta się w nim rozwijał, ale ostatnie tomy zawierają już wiersze wysokiej próby (czasem najwyższej). Zwłaszcza te, które powstały w okolicznościach naznaczonych cierpieniem. Wtedy umiał, jak każdy prawdziwy artysta, dostrzec w codziennych detalach i zwykłych sytuacjach rzeczy ogólniejsze – mechanizmy ludzkich zachowań, przyczyny i skutki.

I – jak każdego prawdziwego Poetę – można go podejrzewać o zdolności profetyczne. Przeczytajmy ostatni wiersz z ostatniego z wydanych tomów, zatytułowany „Przed zabiegiem”:

Spojrzeliśmy na siebie

nie trzeba słów
bo łzy były na podorędziu

Nie było lat sprzeczek i mozołu małżeńskiego szczęścia
tysiąca zakrętów które należało pokonać
decyzji ważnych błahych wspólnych ale wbrew sobie

W trudnej do wyobrażenia nanosekundzie
dotarliśmy do pierwszego spotkania
a właściwie momentu który na zawsze jest tajemnicą
początkiem
czułym zarodkiem przyszłości
danym nam nagle w przestrzeni

Żadne słowo nie padło
trzeba było uciekać bo łzy były na podorędziu

Ona pchnęła szklane drzwi do wyjścia
ja ruszyłem w biały korytarz

W to gorące chore lato

- - - - - - - - - - - -

Nie zapominajmy sylwetki odchodzącego w biały korytarz Bibliotekarza–Poety. Zasłużył na naszą pamięć...

01 02 03  04  05   

Jacek Czarnik