PolskiEnglishFrançais (France)

 

Nagrodzoną i rozchwytywaną powieść Kacena Callendera można zrecenzować jednym słowem – potrzebna! Ale zaraz potem trzeba dodać także „piękna”.

Styczność z tekstem na okładce, który wtajemnicza nas, że fabuła dotyczy losów transpłciowego, czarnoskórego nastolatka marzącego o przeżyciu pierwszej miłości, może w wielu wzbudzić poczucie egzotyzmu. Tym bardziej, jeśli do kalejdoskopu poruszanych problemów dodamy środowisko bogatych nowojorskich dzieciaków, niesprawiedliwy system edukacji w USA, artystyczne aspiracje protagonisty czy psychiczne skutki braku rodzica w rozwoju młodego człowieka. Jednak „Na zawsze Felix” wymyka się sztywnym podziałom, zupełnie tak jak główny bohater powieści.

Wielość wątków nie przytłacza, lecz buduje wielowymiarowe tło dla osobowości zagubionego nastolatka, który obawia się, że jego marginalizujące cechy wykluczają go ze zwykłych-niezwykłych doświadczeń przeciętnych ludzi. Motyw Obcego został tu rozegrany na metapoziomie: to dziwność na tle dziwności, jakby bohater trafił bingo w grze o najbardziej absurdalne połączenie przymiotów. Sukces tekstu polega na tym, że uniwersalizuje doświadczenie Felixa, dzięki czemu sympatyzujemy z nim, a jeśli dodatkowo sami czujemy się queer (lub szukamy swojej drogi w dorosłym życiu, lub martwimy się, że nikt nas nie pokocha, lub zmagamy się z brakiem środków finansowych itd.), to przyjazne nastawienie szybko przechodzi we współodczuwanie. Kto z nas nie czuł się nigdy absolutnie nieprzystawalny do świata?

 

okładka książki

We need YA, 2021

 

Rzecz jasna, książka dla młodzieży nie jest psychologicznym studium przypadku, nadal więc jest to tekst dostatecznie lekki, by pozostawić w czytelniku jedynie przyjemne odczucia. Nie brak typowych elementów fabularnych: rywalizacji, kłótni, spisku, poszukiwań winnego; wszystko na tle imprez, kłótni z rodzicami i zajęć szkolnych. (Nie)przewidywalność rozwoju akcji stoi na przyzwoitym poziomie, a sceny niezręcznych dialogów i nieporozumień pozostają wiarygodne.

Mimo wszystko trudno jest oprzeć się wrażeniu, że samoświadomość bohaterów w niektórych aspektach jest ponadprzeciętna, w innych zaś zdecydowanie poniżej normy. Z jednej strony ulegają oni dziecinnym przeświadczeniom, z drugiej zaś prowadzą zaawansowane dysputy na tematy sztuki i seksualności. Takie obrazowanie jest nie tyle fałszywe, co zaskakujące. Nie da się jednak zignorować aspektu edukacyjnego – polskie nastolatki więcej mogą dowiedzieć się o tożsamości płciowej z tego tekstu niż jakichkolwiek oficjalnych materiałów w polskich szkołach. Rzetelnie sportretowana niebinarność jest tutaj nie do przecenienia.

Wymienione przeze mnie wyżej zabiegi składają się na piękno powieści. Jest to tekst mieszczący się w ramach bezpiecznej familiarności, jednocześnie oferujący prawdziwie aktualne przesłanie, mówiące o tym, że każdy z nas ma prawo budować siebie na własnych zasadach.

Czy można zatem coś zarzucić książce Callendera? Jako osoba łatwo ulegająca tak zwanemu cringe’owi zżymam się na brokatowe zakończenie i epizodyczną cukierkowość godną przeciętnej komedii romantycznej, które objawiają się już w znaczącym imieniu i nazwisku Felixa Love'a. Możliwe jednak, że ulegam charakterystycznemu dla starych ludzi nadęciu i, posługując się słowami bohatera, po prostu wstyd mi przyznać, że też potrafię tak zajebiście kochać…