Na jubileusz Ryszarda Turkiewicza (1 czerwca 2020) publikujemy tekst Urszuli Bieleckiej, bibliotekarki, która przez lata współpracowała z Jubilatem. Dzięki temu możemy na Jego działalność spojrzeć z ciekawej perspektywy. Dla nas, choć więcej niż pół życia poświęcił bibliotekarstwu, jest dziś przede wszystkim prawdziwym Poetą, którego tomik wydaliśmy w ubiegłym roku (rec. TUTAJ >>). Panu Ryszardowi z okazji Jubileuszu życzymy zdrowia i przychylności Muz, żeby się jego Twórczość rozwijała coraz bujniej! Ad multos annos, Mistrzu! (Redakcja)
Pana Ryszarda Turkiewicza poznałam, kiedy rozpoczynałam pracę w Bibliotece Powiatowej w Trzebnicy w 1977. Przyjeżdżał do tej biblioteki jako instruktor metodyczny Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu, gdzie po ukończeniu studiów bibliotekoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego rozpoczynał pracę zawodową.  Zespół biblioteki bardzo cenił wizyty Pana Instruktora. Rozmowom o książkach i zainteresowaniach czytelniczych o spotkaniach literackich i wystawach malarstwa nie było końca.

Kiedy z rodziną w 1985 r. zamieszkałam na we Wrocławiu, R. Turkiewicz był dyrektorem jednej z pięciu  dzielnicowych bibliotek publicznych. Na trzydziestotysięcznym osiedlu Kosmonautów dyrektor organizował bibliotekę, jedną z wielu na osiedlach, w  lokalach  mieszkaniowych adaptowanych na biblioteki. Byłam dumna, że  będę pracowała w jednej z  filii u „najlepszego – jak się wówczas mówiło – Dyrektora”. Dyrektor R. Turkiewicz zabiegał o nowoczesne standardy bibliotek, ale dużą wagę przywiązywał również do rozwoju intelektualnego bibliotekarzy. Uczestniczyliśmy w przeglądach nowości wydawniczych, spotkaniach z pisarzami. Niezapomniane  spotkania z Napoleonem Mitraszewskim, niewidomym pisarzem,  czy  spotkanie ze Stanisławem Beresiem który przedstawiał osobowość człowieka na podstawie książki Erica Berne’a W co grają ludzie. Organizowane były grupowe bilety na przedstawienia teatralne, filmowe i Przeglądy Piosenki Aktorskiej, a także  wycieczki do bibliotek w Pradze, Berlinie i Rzymie.  

17 marca 1999 r. z inicjatywy R. Turkiewicza udostępniono czytelnikom pierwszą w Polsce skomputeryzowaną bibliotekę publiczną, zwyczajowo nazwaną Biblioteką Ikara. W referacie „ Biblioteki publiczne dużych  miast w połowie lat 20. XXI w.” pisał: „Dzięki powszechnie stosowanym systemom elektronicznym, biblioteki odsunęły w swej działalności na dalszy plan to wszystko, co związane było z pracochłonnymi czynnościami technicznymi zmierzającymi do udostępniania zbiorów. Podstawą stał się znów jak na początku istnienia bibliotek publicznych, kontakt z czytelnikiem i takie przygotowanie budynków i zbiorów, aby stworzyć w życiu społeczności wielkomiejskiej  obszar zdeterminowany z jednej strony przez obszar wartości, z drugiej zaś przez wolność wyboru – wszystko podane w dogodnych warunkach użytkownika. Biblioteki stały się dużymi, ciekawymi architektonicznie budynkami. Korzystając z najnowszych technicznych rozwiązań stały się narzędziami propagowania postępu cywilizacyjnego, przyciągając w ten sposób nowych użytkowników” (5.11.2002).

A po rozmowie z czytelnikami na spotkaniu autorskim zapisał: „Ale kiedy zapytano użytkowników zmodernizowanych bibliotek, co dla nich jest najważniejsze, zdecydowana większość podkreślała, że spotkanie z ciekawymi ludźmi, tymi, którzy w nich pracują, i tymi, którzy do nich przychodzą” (mail 23.01.2013). Założenie, które leżało u początków bibliotek, w których oprócz księgozbioru zawsze jest ktoś, kto potrafi pokierować czytelnikiem, dobrać książkę dla niego.

R. Turkiewicz często podkreślał, że bibliotekarzem został ze świadomego wyboru. W pracę bibliotekarza zaangażowany był, nie tylko organizując nowoczesne biblioteki, ale także pisząc, dzieląc się swoimi przemyśleniami o tym, co wartościowe w bibliotekarstwie.

W latach 1985-1990 był redaktorem naczelnym Książki i Czytelnika, czasopisma wydawanego przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną im. Tadeusza Mikulskiego we Wrocławiu (dziś: Dolnośląska Biblioteka Publiczna). Julian Bernard ówczesny dyrektor WiMBP podkreślał, że nowością w KiCz-u był felieton pisany przez R. Turkiewicza. Natomiast pod pseudonimem „Emeryk” i  w rubryce Ze zwrotów R. Turkiewicz poruszał w sposób lekki, dowcipny i metaforyczny tematy aktualne w środowisku bibliotekarzy. O poczytności kwartalnika może świadczyć fakt, że ogólnopolskie czasopismo Poradnik Bibliotekarza, przedrukowywało na swoich łamach artykuły, które publikowane były w KiCz-u. Po pewnym czasie Jadwiga Chruścińska zaproponowała R. Turkiewiczowi pisanie felietonu w Poradniku Bibliotekarza.

Swoje początki pisarskie wspominał na łamach Poradnika Bibliotekarza (nr 10/2019) O felietonie rocznicowo: „Miałem ten przywilej, jeszcze w ostatnich klasach szkoły średniej (koniec lat 50.)  pisać w wymyślonym periodyku Golublubnielub. Jako młody bibliotekarz marzyłem, żeby publikować w centralnym czasopiśmie bibliotekarskim, czyli Bibliotekarzu. Taka okazja nadarzyła się wraz z wstąpieniem do Zarządu Głównego SBP, co zapewne wpłynęło na decyzję Jana Wołosza, redaktora naczelnego tego pisma, o podjęciu współpracy z R. Turkiewiczem, który na łamach Bibliotekarza stworzył  tekstową formę czatów Poczytajmy, poczatujmy. Wtedy komputeryzacja wkraczała do bibliotek.
Kiedy we Wrocławiu połączono biblioteki dzielnicowe w Miejską Bibliotekę Publiczną R. Turkiewicz wydawał czasopismo W Rejonie Bibliotek , w którym relacjonował problemy, integrujące środowisko. Pisał także w internecie w mediach społecznościowych pod pseudonimem „Robaki”. Felietony, artykuły R. Turkiewicza były forpocztą tego, co w pracy bibliotekarskiej najcenniejsze. Był bystrym obserwatorem, pisał w pogodnym tonie. Jego teksty rozświetlały bibliotekarską rzeczywistość. Przybliżały internet, podpowiadały, jak pracować na własny rachunek w nowej samorządowej rzeczywistości i dostosowywać się do standardów europejskich.

Felietony R. Turkiewicza są doskonałym wglądem w prawie półwieczną rzeczywistość bibliotekarską. Pozwolę  sobie przywołać niektóre, według mnie oddające klimat tamtego czasu.

 
Wywiad z Elżbietą Krzemińską, instruktorką Dzielnicowej Biblioteki Publicznej, na łamach KiCz-u, zattułowany: Niby obok książek a nie zupełnie. „Nigdy nie było takich kolejek po książki, jak wtedy w Polsce na początku lat 50. i 60. W tej zawierusze biblioteka i księgozbiór były elementem ciągłości życia społecznego. E. Krzemińska upowszechniała czytelnictwo także, organizując Kabaret Sowa do tekstów m.in. Jurandota, Tuwima. Kabaret prowadził aktor Teatru Polskiego Antoni Odrowąż. Te programy prezentowane były w bibliotekach, świetlicach, zakładach pracy. To było coś najlepszego co robiłam. Mówiła Pani Elżbieta”.

 W 1985 r. w felietonie w Dlaczego nie chce się być bibliotekarzem pisał: „Kultura jest ważna, ale równie ważny jest przemysł, produkcja, zysk, efektywność, praca. A w bibliotekach króluje rękodzieło. Telefon do dyspozycji może w 1/3 bibliotek, maszyna do pisania jest trudnym do zdobycia luksusem, powielacz też rzadko spotykany. Młody bibliotekarz myśli, jak wspaniałe zastosowanie mogłyby mieć w informacji bibliotecznej komputery. W wypożyczalniach nie znajdzie się kaset i płyt typu kompakt. Telewizja satelitarna zmienia nas. Technika video pogłębia ten proces. Komputeryzacja i robotyzacja to konieczność, a nie luksus. Procesy przemysłowe, technologiczne też oddalają od książki jako pewnego wyznacznika kultury. W związku z tym kultura słowa będzie przegrywała z kulturą obrazu i coraz bardziej nie będzie się chciało być bibliotekarzem”.

Relacjonując Obrady Krajowego Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich w Gdańsku (5.05.1989) sformułował pogląd czym jest Stowarzyszenie: „Nie jesteśmy żadną strukturą poziomą ani pionową. Nie łączy nas wiek ani zależność funkcyjna. Owszem można by nas nazwać Turowcami – Towarzystwem Używania Rozsądku, może Towarzystwem Umiarkowanego Rozumu”.

W trosce o przyszłość  SBP i młodych bibliotekarzy w „Bibliotekarzu” (nr 5/2005) już w tytule pytał: „Stowarzyszenie Martwiejących Bibliotekarzy, czy Bibliotekarzy Martwiejące Stowarzyszenie?”. A w samym artykule przekonywał: „SBP powinno być kuźnią bibliotekarzy, łączących marzenia z ekonomią. Stowarzyszenie musi mieć odwagę, jasno i czytelnie upubliczniać idące pod prąd odmienne opinie swoich członków, nie tylko we własnym gronie, ale szerzej – w społeczeństwie. Nowe wyzwania, nowe możliwości, nowa organizacja pracy, konkurencyjność rynku sprawiły, że mało się słyszy o identyfikacji z miejscem pracy, o dumie z wykonywanego zawodu. Nowa kadra menadżerska nie doszła jeszcze do tego etapu samoświadomości, że rzeczy wielkich i trudnych nie dokonuje się na dłuższą metę jednoosobowo, czy tylko przy pełnej nawet akceptacji władzy. A może Stowarzyszenie powinno być bardziej „chlebowe”, tzn. aktywna przynależność do niego powinna łatwiej prowadzić do awansu. Do SBP powinni należeć najbardziej aktywni, najbardziej zdolni i odważni. Słowem elita bibliotekarska. Wśród bibliotekarzy w jego najwyższych strukturach  niepokorności i odwagi brakuje najbardziej”.

O kodeksie etyki bibliotekarza i pracownika informacji naukowej tak pisał na łamach „Bibliotekarza” (nr 11/2004r.): „Kiedy tak mówicie o sprawach bardzo ważnych, bo o moralności, etyce, to robi mi się smutno. Te nasze dokumenty są takimi zaświadczeniami moralności, które nikomu oprócz nas samych nie są potrzebne. Ale kiedy bibliotekarzowi dzieje się krzywda, nic go nie ochroni – ani Stowarzyszenie, ani Związki Zawodowe. Pożałują go może koledzy i to niezbyt głośno”.

W swoim piśmie W Rejonie Bibliotek pisał: „Biblioteki w Europie były zawsze. To hasło, które inicjowało działania związane z historycznym wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej”. Podkreślał rolę kultury regionalnej, historii i dziedzictwa narodowego, uwypuklając rolę bibliotek w życiu społecznym. Zachęcał bibliotekarzy do lobbowania środowiska przez udział w wyborach samorządowych: „Możecie ująć postulaty obrazowo. Gmina w Unii bez bibliotek, oprzyrządowania medialnego i intelektualnego zaplecza menadżerskiego jest jak gospodarstwo finansowane bez dopłat, na poziomie stosunków społecznych od Starej baśni po Widnokrąg”.

 R. Turkiewicz jest autorytetem z pewnością nie tylko dla środowiska bibliotekarzy wrocławskich. Jest również poetą. Autorem tomików: On i my (1992), Kotlina (2004), Przygody trawy(2009), Jaskinia Werteba (2012), Kobiety NN (2015) i Gorące chore lato (2019). Poznawaliśmy poezję R. Turkiewicza w Bibliotece „Ikara” na spotkaniach Dyskusyjnego Klubu Książek, także w ciekawych programach Teatru Wśród Książek, według pomysłu aktora Tomasza Kwietko-Bębnowskiego. Ze szczególnym uznaniem spotkał się program Byłem tam krótko, skomponowany z utworów z tomiku Jaskinia Werteba, który jest swego rodzaju hołdem dla Podola, ziemi urodzenia poety, jego losów i mitów. To bardzo osobista refleksja nad pierwszym etapem życia przybyszy ze Wschodu na tereny Polski Zachodniej. Wierszy z tomiku Kotlina mieliśmy okazję wysłuchać w pięknej interpretacji Tomasz Kwietko-Bębnowskiego w Polskim Radio Koszalin.

W konkursie „Wrocławska młodzież recytuje wrocławskich poetów” Agata Górska w 2009 r. zdobyła pierwsze miejsce za wiersz Ukryte wejście z tomiku Przygody trawy.
Tom Kobiety N. N. to swego rodzaju portret  bibliotekarki (bibliotekarza). Oto fragment wiersza W krótkim pobycie u hafciarki: „nikt nie mógł mi dyktować / sama zrozumiałam, że świat utkany jest z drobin kruchych i dłuższych / i tylko ja widzę gmatwaninę i boży ład kolorów przenikających się w wyborze drogi życiowej przez człowieka”. A Dobry bibliotekarz: „poda ci o co prosiłeś / albo proponuje coś o czym nie miałeś pojęcia”.

R. Turkiewicz, urodzony 1 czerwca jak Jan Twardowski, zadedykował temu poecie wiersz jakby do siebie skierowany – W letni czas:  „siedzi pilny i skupiony ale z głową w niebie / siedzi i pisze co mu Bóg da”. A w Spowiedzi ostatecznej (literackiej) napisał: „dany mi talent wykorzystałem ponad miarę / przebacz pisanie / które powinno być jak jeden oddech wśród innych / I tylko dla przyjacielskiego oka”.

Jest także artystą fotografii. W pięknych obrazach informuje nas o dużych i małych wydarzeniach z życia naszego miasta.

Odchodząc na emeryturę R. Turkiewicz podarował  bibliotekarzom album Pamiętnik pewnej biblioteki z dedykacją: „jak powiada się w księdze: I zobaczył, że było to dobre”.

Miałam szczęście, że spotkałam na swojej drodze zawodowej Ryszarda Turkiewicza. W mojej pracy bibliotekarskiej i zainteresowaniach poetyckich jest wielkim autorytetem – diamentem. W rozmowie mówił: „Ha, to bardzo stary diament, może dlatego cenny. Ja sam uważam się za jakiś kamień ozdobny, no może kryształ górski”.
Drogi Panie Dyrektorze! W tym szczególnym dniu życzę zdrowia, wiele impulsów do choćby drobnych codziennych radości i tysięcy stron do przeczytania i napisania.
Urszula Bielecka, emerytowana kierowniczka Biblioteki Ikara – 23 filii Miejskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu