Po książkowym zestawieniu >> proponujemy Wam coś do posłuchania! Mamy nadzieję, że umili Wam to czas kwarantanny i zachęci Was do dalszych muzycznych poszukiwań.

Zaczynamy!

1. Matt Elliott – Only Myocardial Infarction Can Break Your Heart
 
Jeśli czujecie narastające przygnębienie spowodowane izolacją i globalnym kryzysem, ta płyta może stanowić dla Was katharsis. Kompozycje brytyjskiego multiinstrumentalisty zaliczyć można do alternatywnego postrocka nastawionego na nastrojowość i odczuwanie, z lekką nutą egzotyki. Ponure melodie są tym bardziej przejmujące, że utrzymano je w tonacji durowej, zarazem jednak nie brak u Elliotta dystansu i łagodnej ironii, na co wskazuje sam tytuł albumu.
 
2. Billy Boyo – Zim Zim

 
Granice kraju mogą być zamknięte, ale granice Waszej wyobraźni niekoniecznie! Dzięki reggae-płycie Billy’ego Boyo w kilka minut znajdziecie się na Jamajce, całkowicie uspokojeni i zrelaksowani. Artysta znakomicie wykorzystuje riddimy, co sprawia, że melodie są wciągająco-uzależniające; z kolei tytułowy kawałek to całkowite szaleństwo w najbardziej pozytywnym sensie tego słowa – nie tylko dzięki brzmieniu instrumentów, lecz również przez wzgląd na abstrakcyjny tekst.
 
3. Enchanted Hunters – Dwunasty dom
 
Czas na polski wkład, czyli żeński duet Małgorzaty Penkalli oraz Magdaleny Gajdzicy tworzących w stylistyce synth popu lat osiemdziesiątych. „Dwunasty dom” to idealne połączenie nostalgii za latami osiemdziesiątymi i autoironicznego humoru, patetycznych kompozycji i tanecznych wstawek, absurdalności i wielowymiarowości, dokładnie przemyślanej budowy i śmiałej improwizacji, przy czym wszystkie te elementy zawarte zostały w każdej piosence albumu. Warto się przekonać!
 
4. CAN – Ege Bamyasi
 

Kwarantanna to dobry czas na przypomnienie sobie niedocenianego i zapomnianego dziś krautrocka. Zakręcone aranżacje wprawią Was w prawdziwie hipnotyczny stan, choć musicie być przygotowani na wiele zaskakujących momentów. Na płycie znajdują się zarówno jednostajne i spójne stylistycznie utwory, jak i takie, które najprościej określić można mianem kolażu. Wasz nastrój będzie zmieniał się z każdą piosenką, ale o to właśnie chodzi.
 
5. Geinoh Yamashirogumi – Ecophony Gaia
 
Geinoh Yamashirogumi to japoński muzyczny kolektyw zajmujący się odtwarzaniem, a także przekształcaniem tradycyjnych stylów muzyki i już z tego powodu jest godny poznania. „Ecophony Gaia” stanowi zbiór instrumentalnych aranżacji o symbolicznych tytułach (od „Chaosu” przez „Katastrofę” aż do „Gai”), pozwalających doświadczyć oceanicznej jedności z kosmosem, a także wzbudzających potrzebę rozliczenia się z grzechami ludzkości popełnionymi wobec matki natury.
 
6. Dakh Daughters – If
 
Groteskowe czasy wymagają odpowiedniej muzyki. Dlatego rekomendujemy Wam teatralno-muzyczną grupę z Ukrainy. Dakh Daughters przeniosą Was w atmosferę francuskiego kabaretu i porażą swoją wszechstronnością. Usłyszycie dynamiczne kompozycje (ponieważ „piosenka” to niewystarczające słowo!) z udziałem różnorodnych instrumentów – takich jak kontrabas, wiolonczela, bębny, pianino, skrzypce, akordeon, gitara, ksylofon – uświetnione emocjonalnym wokalem w językach ukraińskim, francuskim, angielskim.
 
7. Hedningarna – Trä


Jeśli pragniecie wyrwać się z marazmu i poczuć swą witalność, koniecznie przenieście się do Skandynawii razem ze szwedzką grupą Hedningarna tworzącą folk w nowoczesnej odsłonie. Rytmiczne utwory-modlitwy zadziałają jak mobilizujące zaklęcia dzięki swojej rytmice i oryginalności brzmień. Nawet bez znajomości języka można poczuć się jak w pradawnym lesie, gdzie to, co tajemnicze i niepoznane łączy się z tym, co wspólne i ludowe.
 
8. Heroin and Your Veins – Nausea

 
Utrzymany w nieco mrocznym klimacie album stanowi idealny podkład muzyczny pod smętne plątanie się po domu. Muzyka tworzona przez Heroin and Your Veins nieprzypadkowo nazywana jest dark jazzem i z pewnością przypadnie do gustu każdemu wielbicielowi klimatów noir, który potrzebuje się zrelaksować. Oniryczne kompozycje z powodzeniem mogłyby stanowić tło do filmów Davida Lyncha, ale równie dobrze sprawdzą się w Waszym prywatnym azylu.
 
9. Indochine – Black City Parade

 
Dla wszystkich, którzy mają ochotę na francuski rock! Melodia języka idealnie współgra z delikatnie popowymi brzmieniami; doszukać można się także elementów electro, jednak album jest przede wszystkim wyważony i niekontrowersyjny – innymi słowy, w sam raz na kolejny zwykły dzień. Na uwagę zasługują poetyckie teksty w subtelny sposób opowiadające o codzienności, za którą wielu z nas tak bardzo teraz tęskni.
 
10. Kamasi Washington – Heaven and Earth
 
Jeśli lubicie jazz, to propozycja dla Was. Jeśli nie lubicie jazzu, to także propozycja dla Was, ponieważ dźwięk saksofonu może być najprzyjemniejszą rzeczą, która przydarzy Wam się w okresie kwarantanny. Pod względem technicznym Kamasi Washington zachwyca, musicie się jednak przygotować pod względem czasowym – album trwa ponad dwie godziny. Tak czy inaczej, to dwie godziny przyjemności…