UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
A- A A+
To się zdarzyło kilka dni temu. Student jednej z uczelni został okradziony podczas prywatnej, akademikowej imprezy. Zabrano mu portfel. Złodziej oczywiście zostawił sobie portfel i pieniądze, ale wszystkie dokumenty, które w nim były, odesłał. Gdzie? Do naszej biblioteki! Czemu? Pewnie czuł się bezpieczniej (inaczej niż jego okradziony kolega), kierując przesyłkę do instytucji publicznej. A miał nasz adres, bo wśród innych dokumentów znalazł kartę Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej. Po przeszukaniu bazy danych okazało się, że poszkodowany czytelnik, zapisując się do biblioteki zostawił wraz z innymi danymi także swój adres e-mailowy. Zaraz też wysłany został do niego mail z wiadomością, która z pewnością go ucieszyła. Kontaktując się z nami podkreślał, że mieszka w mieście odległym od Wrocławia (tu tylko studiuje), że na święta wyjeżdża i zapewne ten mail oszczędził mu wielu kłopotów.

To jedna z wielu podobnych historii. Prawie każdy z nas, niestety, nie wyłączając autora tego tekstu, padł ofiarą takiej pazerności i nieuczciwości. Piszemy o tym zdarzeniu dlatego, że ważną rolę odegrał tu pozostawiony w bibliotece adres mailowy czytelnika. Służyć on może oczywiście nie tylko w takich skrajnych sytuacjach. Dzięki niemu czytelnik jest powiadamiany o stanie realizacji zamówień, o zbliżającym się terminie zwrotu wypożyczonych książek, płyt, filmów itp., dzięki czemu łatwo uniknąć płacenia kary. Chcemy jednak podkreślić, że bibliotekarze używają powierzonego im adresu mailowego wyłącznie do załatwienia spraw bibliotecznych i to tylko takich, które dotyczą właściciela tego adresu. No, chyba że są to tak wyjatkowe przypadki, jak wyżej opisany...
Podaj swój adres mailowy w Zapisie Centralnym biblioteki (na parterze)!