UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
A- A A+
Jeśli wybieracie się Państwo na Mazury albo na Pojezierze Augustowsko-Suwalskie, warto poświęcić dzień lub dwa na wizytę w Grodnie (Białoruś). Od przejścia granicznego w Kuźnicy Białostockiej do tego miasta jest 23 km. I żeby tam pojechać, wcale nie trzeba mieć wizy! Wystarczy voucher, który da się załatwić nie tylko w konsulacie, ale choćby i w biurze podróży.
Mnóstwo w tym mieście śladów polskiej przeszłości. Jednym z odciśniętych najsilniej jest wszystko, co wiąże się z osobą wielkiej polskiej pisarki Elizy Orzeszkowej. Idąc po tych śladach, pierwsze kroki skierowałem do muzeum, które mieści się przy ulicy jej imienia i ma siedzibę w domu, który był jej mieszkaniem w ostatnich latach życia.

Jak wszędzie w Grodnie, tak i w Domu-Muzeum Elizy Orzeszkowej (Дом-музей Элізы Ажэшка) przyjęto mnie niezwykle sympatycznie. Oprowadzała mnie pani Ilona Beliawska, pracownica muzeum, która interesująco przeplatała opisy prezentowanych eksponatów ciekawymi dygresjami, także osobistymi. Oto na przykład, pokazując mi jeden z fotograficznych portretów pisarki, mówiła:

„Kiedy moja babcia jeszcze żyła, wspominała Elizę Orzeszkową, bo ją znała. Nie osobiście, ale z widzenia. Mówiła, że wyróżniała się w otoczeniu. Była zawsze modnie ubrana, na czarno, siwowłosa, o cichym głosie. Zdaje się, że z tym cichym głosem miała problem, bo kiedy ktoś, kto zbierał głosy sławnych ludzi, przyjechał do niej, to nie mógł jej nagrać, tak wzruszyła całą sytuacją, że przy tym cichym głosie, nawet próba mówienia głośnego niewiele dała”.

Kiedy pytałem o stosunek do mieszkańców Grodna do Orzeszkowej, pani Ilona wydobyła z pamięci taki oto smakowity szczegół:

„O tym, że była w Grodnie lubiana i szanowana, świadczy na przykład taki fakt. Dom, w którym mieszkała, znajdował się przy ulicy bardzo hałaśliwej, wiodącej do dworca kolejowego. Kiedy w ostatnim roku życia pisarka chorowała, gubernator miasta zalecił wysłanie tej drogi słomą, żeby hałas przejeżdżających pojazdów chorej nie przeszkadzał. Przez rok, każdego ranka wyściełano ulicę słomą na nowo”.

Proponuję Państwu obejrzenie wnętrz muzeum w towarzystwie pani Ilony Beliawskiej – wystarczy wejść do poniższej galerii fotografii. Do kilku zdjęć dołączyłem komentarze uroczej przewodniczki. Pozwoliłem sobie je uzupełnić kilkoma informacjami i fotografiami z innych części Grodna, w których są miejsca z naszą pisarką związane (pomnik, cmentarz, muzeum-apteka!).