UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
A- A A+

W krótkie i zimne jesienne dni najlepszym sposobem na poprawę humoru jest dobra komedia. Dlatego cieszę się, że w Fonotece pojawiła się nowość: „W starym dobrym stylu”. Jest to jedna z lepszych komedii (jeśli nie najlepsza, choć boję się szafować tym słowem), jakie widziałam w ostatnim czasie. Gwiazdorskie kreacje, sprawne tempo prowadzenia historii i idealnie pasująca muzyka – w ten sposób najprościej można podsumować „W starym, dobrym stylu”.

Głównymi bohaterami w filmie jest trójka przyjaciół-emerytów: Willie, Joe i Albert. Mężczyźni dowiadują się, że fabryka, w której pracowali przez 40 lat, przestała wypłacać emerytury. Z tego powodu postanawiają obrabować bank. Główny zamysł fabularny został zaczerpnięty z pierwowzoru – „W starym, dobrym stylu” to remake filmu z 1979 o tym samym tytule. W obydwu przypadkach pomysł napadu jest kuriozalny i, co za tym idzie, całkiem zabawny.

W role główne wcielili się znakomici aktorzy: Morgan Freeman, Michael Caine i Alan Arkin (warto dodać, że każdy z nich ukończył już 80 lat). Willie, grany przez Freemana, to bardzo uczuciowy mężczyzna. Aktor w przekonujący sposób ukazał samotność bohatera i jego tęsknotę za rodziną. Choć każdy z przyjaciół ma swoje powody, przez które chce wziąć udział w napadzie, najbardziej zdesperowany jest Joe. W tę rolę wcielił się Michael Caine. To właśnie on wpada na szalony pomysł wspólnego skoku na bank i jest mózgiem całej operacji. Albert (kreacja Alana Arkina), to najmniej sympatyczny, zgryźliwy staruszek. Każdy z bohaterów jest ciekawą i charakterystyczną postacią. To kolejny plus „W starym, dobrym stylu”.

Rodzaj humoru bardzo mi odpowiada. Przede wszystkim są to żarty słowne i humor sytuacyjny. Nie ma wulgarności czy nagości. Arcyciekawie ukazano przygotowania bohaterów w celu dokonania napadu. „W starym, dobrym stylu” mocno osadzono we współczesności. Reżyser Zach Braff wielokrotnie puszcza oko do widza – w filmie pojawiają się żarty z popkultury, np. gdy bohaterowie wspólnie oglądają reality show o poszukiwaniu drugiej połówki, nie brak też bardziej lub mniej oczywistych aluzji muzycznych, których odnajdywanie jest prawdziwą przyjemnością. Warto dodać, że sama muzyka skomponowana przez Roba Simonsona idealnie oddaje klimat filmu. Powoduje, że „W starym, dobrym stylu” momentami ogląda się niczym Jamesa Bonda, który, co prawda, ukończył 80 lat, ale w dalszym ciągu jest w świetnej formie.

Wymowę moralną filmu również należy potraktować z przymrużeniem oka – bohaterowie działają z czysto materialistycznych pobudek. Nie zmienia to faktu, że sympatyzujemy z nimi i mamy nadzieję, że ich plan się powiedzie. Uproszczona wizja świata w tym przypadku nie zaważa na mojej ocenie, ponieważ można ją usprawiedliwić wymogami gatunku, a humor na wysokim poziomie rekompensuje wszystkie ewentualne braki. Film mogę polecić widzom w każdym wieku. I gwarantuję, że na pewno nie jest nudny!

Film „W starym, dobrym stylu” dostępny jest na DVD i Blu-ray. W Fonotece zachęcamy do sięgnięcia po wersję DVD.
MAŁGORZATA MACIEJCZYK Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Specjalizowała się w krytyce literackiej i artystycznej. Frankofilka, książkoholiczka.