UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
A- A A+
Kiedy tu przyjechał w 1890 roku, miał 20 lat. Był studentem Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie. Ulubionym uczniem dyrektora szkoły, Jana Matejki. Niezwykle utalentowany, pracowity, z ogromnym poczuciem odpowiedzialności za zadania, których się podejmował, miał jednocześnie potrzebę niezależności i upartego realizowania celów.

Spragniony wrażeń i obcowania z arcydziełami postanowił wyjechać do Paryża. Nie powiedział o tym nikomu – zataił wyjazd nawet przed wujostwem, u których mieszkał i przed Matejką! Szczegóły tej podróży arcyciekawie opisuje Monika Śliwińska w wydanej niedawno, poruszającej biografii artysty*. Wspomina o pobycie we Wrocławiu, ale raczej zdawkowo, dlatego postanowiliśmy ten temat w naszym portalu rozwinąć. Zwłaszcza, że właśnie teraz prezentujemy na Rynku wystawę „Wrocławskie spotkania po latach. Podróż w czasie”. Przypomina ona, w dużej mierze słowami naszego Patrona, prof. Tadeusza Mikulskiego, wizyty we Wrocławiu wybitnych polskich pisarzy XIX i XX w. (więcej o wystawie >> TUTAJ). W swojej książce „Spotkania wrocławskie” Profesor nie podjął jednak wątku pobytu w naszym mieście autora „Wesela”. Na początku lat 60. uzupełnił tę lukę prof. Stanisław Kolbuszewski**. Korzystając z jego książki oraz jedynego zachowanego listu Wyspiańskiego wysłanego z Wrocławia, pragniemy przypomnieć tę wizytę. Motywuje nas do tego jeszcze jedna okoliczność – przypadająca na grudzień 2017 roku 110 rocznica śmierci „czwartego wieszcza”.

Zachował się tylko jeden list Stanisława Wyspiańskiego z Wrocławia. Do Tadeusza Stryjeńskiego, architekta, który przyjął studenta rekomendowanego przez Mistrza Matejkę do pomocy przy restauracji kościoła Mariackiego w Krakowie. Pisze do niego z tej podróży stale, bo to właśnie on mu ją ułatwił, poinstruował, gdzie powinien jechać i co zobaczyć. Nie zachowały się żadne inne dokumenty, żadne rysunki, choć Wyspiański rysował wszędzie, także – jak się przekonamy – we Wrocławiu.

Do Wrocławia zjechał 11 września 1890 r., w drodze powrotnej z Francji (wcześniej odwiedził Włochy i Szwajcarię). Wracając, po kilka dni spędzał w ważnych dla niego miastach, m.in. w Monachium, Pradze, Dreznie, Legnicy, Poznaniu, Toruniu. We Wrocławiu mieszkał prawie 10 dni, chociaż ocalały list wrocławski od razu w pierwszych zdaniach ujawnia trudną sytuację biednego studenta, który, czekając na przesłanie jakichś dodatkowych funduszy, bieduje kątem u życzliwych ludzi i nawet nie może sobie pozwolić na zwiedzanie tutejszych atrakcji. [W cytatach zachowałem oryginalną pisownię.]
Wrocław, dnia 19-ego września 1890 R.P.

[…] Zostanę jeszcze we Wrocławiu parę dni, może do niedzieli, a to aby zobaczyć tutejsze muzea i zbiory, których z braku pieniędzy nie mogłem dotąd zobaczyć. Rzeczywiście przez parę dni byłem w dziwném położeniu z winy poczty toruńskiej, nie miałem bowiem ani jednego pfenniga i gdyby nie dobroć gospodarzy gdzie mieszkam nie wiem co bym miał robić. […]
Mieszkam na dalekim przedmieściu na prawym brzegu Odry w małym domku, i jestem tutaj tak spokojny, obok mnie mieszka jakaś niemiecka rodzina, gdzie masa dzieci, które naturalnie odwiedzają mnie codziennie, tak że mam u siebie zawsze masę gości, jeżeli jestem w domu. – Przeglądają wszystkie moje książki i rysunki i mają wielką z tego uciechę. – tak się tu przyzwyczaiłem, że z żalem wyjeżdżać będę. – nie uwierzy pan jaką mam z tymi dziećmi przyjemność mogąc je ciągle rysować.
 
Wielka szkoda, że wszystkie „wrocławskie” rysunki Wyspiańskiego przepadły. Te portrety dzieci, tak dla jego twórczości charakterystyczne, dawałyby może świadectwo zmianom jego myślenia o malarstwie pod wpływem doświadczeń i wrażeń wyniesionych z Paryża. Bo na przykład w zachowanym portreciku dziewczynki, namalowanym w tym samym roku jeszcze w Paryżu, widać wyraźną inspirację modnym wówczas impresjonizmem.

Prof. Kolbuszewski próbował ustalić, gdzie mieścił się ów „mały domek” na „dalekim przedmieściu”. Nie skapitulował nawet wobec braku jakichkolwiek dokumentów urzędowych (pisał, że policyjne spisy cudzoziemców przybyłych do Wrocławia pochodzą dopiero z roku 1895). Na podstawie rozmaitych poszlak zdecydował się wskazać miejsce, gdzie znajdował się ów domek „tylko ogólnie”.
 
Ponieważ małe domki przedmiejskie zalegały wówczas dzielnice Na Piasku, na południe od placu Grunwaldzkiego, tylko ogólnie możemy zlokalizować domek, w którym zamieszkał, a więc gdzieś w okolicy jego imieniem po latach nazwanego Wybrzeża Stanisława Wyspiańskiego.
 
Sporą część listu wypełniają refleksje na temat trwającej rok podróży i tego, co czeka go po powrocie do Krakowa. Tylko kilka zdań odnosi się do Wrocławia, ale za to są ciekawe. Nie spodziewałem się, aby Wrocław był tak duży – pisze. Faktycznie, Kraków nie mógł wtedy wytrzymać porównania z ponad 300-tysięcznym Wrocławiem, skoro liczył niewiele ponad 70 tys. mieszkańców. Zresztą imponuje Wyspiańskiemu nie tylko rozmiarami, ale i stopniem cywilizacyjnego rozwoju, skoro znajdujemy tu i takie westchnienie:

 
– – te widoki nad Odrą bardzo rozmaite i wcale wdzięczne, gdybyż to kiedy nasza Wisła uregulowana mogła tak się przyczyniać do rozwoju Krakowa jak tutejsza rzeka.

Jednym z głównych powodów wizyty we Wrocławiu była oczywiście katedra, o czym świadczy wzmianka w wysłanym do Stryjeńskiego liście z Poznania: W mojej drodze największe nadzieje rokuję sobie jeszcze na Toruń – – i z powrotem Wrocław, mianowicie te pomniki książąt w Katedrze. We wrocławskim liście jest jeszcze krótki akapit poświęcony portalowi katedralnemu:
 
Przy katedrze jest tutaj portal między dwiema wieżami na froncie i chociaż nie wsunięty w lico ściany, ale poprzed nią wystawiony, bardzo urozmaicony, chociaż w proporcjach nie piękny. – Otóż i w Krakowie u Panny Maryi mogło być co podobnego byle dobrze wykonane i pod względem artystycznym bez zarzutu.
 
Tylko podziwiać u tego niezwykłego dwudziestolatka pewność sądu i stałą potrzebę wyciągania z codziennych obserwacji korzyści nie tylko dla siebie, ale i dla adresata listu! Przecież Stryjeński i Wyspiański pracowali w tym czasie nad odrestaurowaniem Mariackiego kościoła.
 
Jeszcze jedno wrocławskie zdarzenie doczekało się komentarza naszego podróżnika. Nie mogło mu się podobać, bo miało nachalne cechy pruskiej propagandy. W tych dniach bowiem odwiedził miasto cesarz Wilhelm II. Fetowano jego przyjazd, podkreślając na rozmaite sposoby przekonanie o niemieckości Śląska. Oddajmy głos młodemu artyście:

 
– – widziałem tutaj wszelkie owacje dla podróżującego Wilhelma IIego tyle chorągwi o barwach pruskich, a jednak to wszystko kiedyś było nie pruskie.
 
Jak widać, obywatel kraju podbitego nie mógł lekko potraktować takich manifestacji. Na Śląsku znajdował ślady dawnej Polski, odrysowywał piastowskie orły na kluczach kościelnych sklepień, szukał nagrobków śląskich książąt.

Wrocław nie znalazł odbicia w twórczości Wyspiańskiego, ale śląskie motywy są w niej obecne. Najmocniej objawiła się postać księcia legnickiego Henryka Pobożnego, któremu ten wszechstronny artysta poświęcił jeden z witraży projektowanych do wawelskiej katedry i poemat.
* Monika Śliwińska, Wyspiański. Dopóki starczy życia, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2017
** Stanisław Kolbuszewski, Śląskie impresje Stanisława Wyspiańskiego, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1962