UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
A- A A+
Do 5 listopada 2017 w Muzeum Pana Tadeusza można oglądać ekspozycję czasową zatytułowaną „Inne strony rękopisu Pana Tadeusza”, która towarzyszy stałej wystawie „Rękopis Pana Tadeusza”; poszczególne strony rękopisu zostały wplecione w istniejący układ eksponatów i specjalnie oznaczone. Stali bywalcy będą więc mogli doświadczyć urozmaicenia (i to jakiego!), a ci, którzy w Muzeum jeszcze nie byli, zobaczyć aż dwie wystawy naraz.


Inne, znaczy jakie?

Mowa o zachowanych stronach czystopisu i brulionu, które znajdują się poza obrębem tzw. „manuskryptu dzikowskiego”, czyli autografu należącego do ossolińskich zbiorów i stanowiącego podstawę wystawy stałej prezentowanej w Muzeum. Losy samego „manuskryptu dzikowskiego” były burzliwe: już za życia wieszcza kilkukrotnie przechodził z rąk do rąk, by na końcu wrócić do prawowitego właściciela. Syn poety, Władysław Mickiewicz, sprzedał odziedziczony autograf hrabiemu Stanisławowi Tarnowskiemu. Do takiej decyzji zmusiła go opłakana sytuacja materialna, nie należy więc oceniać go zbyt pochopnie. Rękopis trafił zresztą w bardzo dobre ręce – Tarnowski był historykiem literatury, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Cenny zabytek pozostawał w rodzinie Tarnowskich aż do 1939 roku, kiedy złożono go w depozycie Biblioteki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie, stamtąd w wyniku ewakuacji trafił na Dolny Śląsk. To jednak nie koniec trudnej podróży: w 1945 roku znalazł się w Muzeum Narodowym w Warszawie, a dwa lata później przybył do Wrocławia. Prawnie autograf należał do rodziny Tarnowskich aż do 1999 roku, kiedy miasto Wrocław odkupiło rękopis za 1/3 wartości wyceny, a Zakład Narodowy im. Ossolińskich przyjął go jako darowiznę.

Inne strony rękopisu to wszystkie te karty, które zostały odłączone od reszty tekstu i wiodły niejako „samodzielny” żywot, o co było nietrudno, jeśli wziąć pod uwagę, że każdy pragnął mieć choć kawałeczek wielkiego dzieła na własność. Już na etapie druku autograf został uszczuplony przez przyjaciela poety, Ignacego Domeykę, który podkradł początkowe (przepisane „na czysto”) strony rękopisu i obdarowywał nimi różne osoby. Część z nich odkupił od rodziny Domeyki wspomniany już syn Mickiewicza i przekazał muzeum w Paryżu, gdzie trafiła też karta brulionu Księgi XI oraz trzy karty Księgi I i II. Inne strony przebyły jeszcze dłuższą drogę, jak na przykład ta, która (również za sprawą Domeyki) trafiła do Chile. Także sam autor, mimo swojego przywiązania do utworu, obdarowywał jego fragmentami bliskie sercu osoby, np. poetę Józefa Bohdana Zaleskiego. Łącznie zachowanych kart czystopisu oraz brulionu jest osiemnaście, a znajdują się one w: Bibliotece Polskiej w Paryżu, Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, Muzeum Narodowym w Krakowie oraz w Ośrodku Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II w Rzymie. Szczegółowo o tajemniczych losach jednej z nich będzie można usłyszeć w Muzeum Pana Tadeusza 25 października. Dr Teresa Rączka-Jeziorska w czasie wykładu przybliży postać krakowskiego księgarza Ambrożego Grabowskiego, który zgromadził rękopisy Adama Mickiewicza stanowiące dziś w Archiwum Narodowym w Krakowie odrębny zbiór oraz odpowie na pytanie, czy wśród jego kolekcji znajdowała się także nowo odnaleziona kartka z autografem Pana Tadeusza.

 
Inne, czyli szczególne!
 
Wyjątkowość wystawy polega nie tylko na tym, że na co dzień rozproszone w różnych częściach Europy karty znajdują się w jednym miejscu, choć z całą pewnością zebranie ich nie było zadaniem łatwym. Szczególną czyni ją również sam fakt zaprezentowania publiczności oryginałów, które przecież na co dzień są skrupulatnie chronione – nie tyle przed wzrokiem ciekawskich, co szkodliwymi czynnikami przyspieszającymi proces rozpadu (120 godzin rocznie to limit ekspozycji na światło dzienne dla tego typu zabytków). Obok fajki i sygnetu (zainteresowanych odsyłam do artykułu >>) mamy więc w Muzeum kolejne eksponaty, których w rzeczywistości używał i dotykał Mickiewicz. W zależności od stopnia uważności naszej analizy, możemy z prezentowanych kart dowiedzieć się m. in. o tym, że:

 
  1. Mickiewicz pisał jak kura pazurem. (Dodajmy w tym miejscu, że w szkole naprawdę nie znosił kaligrafii.)
  2. Miał tendencję do tworzenia specyficznych, trójkątnych marginesów. (Ta wiedza może być przydatna, jeśli kiedyś znajdziecie zaginioną kartę „Pana Tadeusza”, a nie będziecie potrafili odszyfrować pisma.)
  3. Mickiewicz wielokrotnie zmieniał tekst. (I właśnie to jest najbardziej porywające. Poprzez porównanie wersji książkowej z oryginałami możemy odkryć, że wiele fragmentów brzmi całkowicie inaczej. Wynika to z faktu, że większość poprawek nanoszono dosłownie w ostatniej chwili. Czynił to sam autor lub jego korektor, Bohdan Jański. Co ciekawe, nawet najbardziej znane słowa „Pana Tadeusza” – tekst Inwokacji – mają nieco inne brzmienie w postaci rękopiśmiennej (właściwie mają trzy różne warianty oprócz tego, który znamy z książkowego wydania). Podobnie, Mickiewicz dopiero po ukończeniu swego dzieła zajął się zmianą nazwisk postaci na anonimowe. Dzięki dostępowi do kart mamy okazję na moment zamienić się w literackiego Indianę Jonesa i spróbować swych sił w pracy tekstologicznej. Gwarantuję, że wytrwali znajdą nie tylko liczne modyfikacje, ale nawet „brakujące” części – to znaczy takie, które zostały ostatecznie wykreślone. Czy możliwość obcowania z rękopisem, pełnym pierwotnych myśli, noszącym ślady wahania, stanowiącym przykład poetyckiej walki ze słowem nie jest fascynująca? Nieprzekonanych zachęcę być może informacją, że o tym, jak przebiegał proces twórczy w przypadku narodowej epopei będzie można posłuchać w czasie zaplanowanego na 22 października wykładu w Muzeum Pana Tadeusza, który poprowadzi Krzysztof Rutkowski.)

Inne, ale dla wszystkich

Nie trzeba być mickiewiczologiem, by zachwycić się innymi stronami rękopisu. Wydaje się, że dzięki obecności tekstu w różnych częściach wystawy podzielonej na tematyczne pokoje, staje się ona pełniejsza. W ten sposób poszczególne konteksty, jak na przykład biografia autora, dominujące wówczas tendencje w sztuce czy ogólne tło historyczne i polityczne, zostają uzupełnione o treść samego utworu, a więc w pewnym sensie zilustrowane, podparte „dowodem”. Ponadto z myślą o dzieciach, nawet tych nieczytających, przygotowano specjalną przestrzeń edukacyjną poświęconą procesowi odręcznego pisania oraz różnorodnym narzędziom pisarskim używanym na przestrzeni dziejów (uspokajam, że wszyscy młodzi duchem dorośli są również mile widziani). Cała wystawa stała jest zresztą zaprojektowana tak, by mogli w niej uczestniczyć zarówno ci, dla których nasz narodowy wieszcz to wyłącznie szkolne wspomnienie (niekoniecznie miłe), jak i ci, którym nie trzeba przypominać podstawowych faktów, a którzy poszukują ducha tamtych czasów i chcieliby doświadczyć czegoś „czysto mickiewiczowskiego”. W jednym miejscu znaleźć można interaktywne gadżety i pamiątki epoki romantyzmu, które uzupełniają się nawzajem i mają przemawiać do odwiedzających w każdym wieku. Pośród nich wyeksponowane zostały dodatkowe karty czystopisu i brulionu „Pana Tadeusza”, a ich odnajdywanie jest prawdziwą przyjemnością. Wszystko to sprawia, że wystawę można z czystym sercem polecić każdemu, kto tylko ma ochotę odwiedzić Muzeum. Zatem polecam!
► Więcej informacji na temat wspomnianych prelekcji w Muzeum Pana Tadeusza tutaj >> .
► Wszystkie prezentowane w poniższej galerii fotografie pochodzą od Organizatora
.