UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
3 grudnia 2017 zakończyła się jedna z najpopularniejszych imprez czytelniczych we Wrocławiu. 26. Targi Dobrych Książek, podobnie jak w zeszłym roku, odbywały się w Hali Stulecia. Wybór miejsca był bardzo słuszny. Nie chodzi tu tylko o samą popularność tego rejonu wśród spacerowiczów czy wielki baner i flagi reklamowe zachęcające przypadkowych przechodniów do wejścia – także pod względem organizacyjnym Targom nie można niczego zarzucić.

Zaraz przy wejściu znajduje się punkt informacyjny, gdzie każdy za darmo może zaopatrzyć się w program wydarzeń plan budynku oraz alfabetyczny spis wydawców sprzedających swoje książki. Każde z ponad 150 stoisk wystawowych jest czytelnie oznaczone, natomiast w samym środku przestrzeni targowej ulokowano kolejny taki punkt, dzięki czemu wszyscy, którzy poczują się nieco zagubieni mogą bez problemu znaleźć drogę. Nie oznacza to jednak, że łatwo się zagubić – wręcz przeciwnie, mimo sporej powierzchni i wielu przygotowanych atrakcji wszystko jest jasne. Wszelkie warsztaty i spotkania autorskie odbywają się bowiem w salach oznaczonych kolorami (Niebieskiej, Czerwonej czy Zielonej) od strony zewnętrznej. W korytarzach tworzących rodzaj kręgu wokół stoisk zorganizowano natomiast wystawy, strefę gastronomiczną oraz towarzyszące Targi Wszystkiego Dobrego (skupiające przede wszystkim fanów szeroko rozumianego rękodzieła).

Już tutaj można zatrzymać się na dłużej, co czyni większość odwiedzających (warto dodać, że zaraz po otwarciu można naliczyć kilkadziesiąt osób, co świadczy chyba o popularności Targów). Moją uwagę przyciąga znajdująca się tuż przy wejściu głównym ekspozycja poświęcona Jamesowi Joyce’owi jako mistrzowi literackiej intrygi. Wejście w świat kultury jest więc nagłe i przez to zaskakujące, ale to jedna z takich niespodzianek, które zdecydowanie da się lubić. Na sofach przed wystawą rozsiadła się młodzież uczestnicząca w wycieczce szkolnej (takich wycieczek w ciągu całego swojego pobytu naliczę jeszcze kilka). Słyszę komentarz: „lepiej byłoby jechać do Aquaparku” padający z ust nastolatki, która całkowicie ignoruje zarówno wielki portret Jamesa Joyce’a przed nią, jak i morze książek rozpościerające się za nią. Nie ma racji – Targi Dobrych Książek to naprawdę dużo wrażeń. Poza wspomnianą już wystawą jest jeszcze kilka innych, m.in. świetny edytorsko i merytorycznie „Dialog o losie i duszy” poświęcony Stanisławowi Vincenzowi czy prezentacje ilustracji książkowych oraz obrazów.

Program obfituje także w różnorakie wydarzenia artystyczne dla dzieci i dorosłych, o których informuje damski głos rozchodzący się z głośników. Tylko w ciągu trzech godzin można załapać się na trzy różne warsztaty (czy wspomniałam już o specjalnej przestrzeni przeznaczonej do tego typu spotkań?) – wszystkie są bezpłatne. Jeszcze więcej naliczyć można spotkań autorskich – łącznie liczba wszystkich gości zaproszonych na Targi wynosi około setki. Są to autorzy (choćby Olga Tokarczuk, Marek Krajewski czy Jakub Ćwiek), ilustratorzy , ale też tzw. celebryci – przez chwilę mam okazję obserwować spotkanie ze zwyciężczynią znanego telewizyjnego programu MasterChef Junior. Piątoklasistka reklamuje swoją książkę kucharską. Właśnie książki interesują mnie najbardziej , w końcu to esencja całego wydarzenia. Zgodnie z nazwą powinny być dobre, z ciekawością wkraczam zatem do czytelniczego raju.

Wybór rzeczywiście jest ogromny. Są tutaj znane i prestiżowe wydawnictwa o dłuższej historii, jak Ossolineum, Państwowy Instytut Wydawniczy czy Prószyński i Spółka, ale też bardziej niszowi wystawcy z wyspecjalizowaną ofertą – Rumuński Instytut Wydawniczy, Hobbity, nawet Świadkowie Jehowy w Polsce. Sprzedawcy prześcigają się w walce o uwagę odwiedzających: prawie wszędzie można kupić książki taniej niż zwykle, niektórzy oferują specjalne kosze z przecenami, inni organizują loterie fantowe, jeszcze inni do zakupów dorzucają słodycze. Szczególnie inspirujący wydaje mi się pomysł zatytułowany „nie oceniaj książki po okładce” – poszczególne pozycje są opakowane w szary papier, na którym zamieszczony jest krótki opis (bez tytułu i autora). Przez chwilę trudno nawet dostać się do stoiska – w myśl zasady „bez ryzyka nie ma zabawy” wiele książkowych moli decyduje się na zakup.

Trudno mówić o poszczególnych książkach, skoro znaleźć można prawie wszystko. Oprócz tego są płyty, gry planszowe (a także specjalnie wydzielone miejsca, gdzie można je wypróbować), pocztówki. Najlepsze jest to, że wszystko jest skoncentrowane. Od bestsellerów do książek naukowych, od stoiska do stoiska – tym, którzy nigdy nie mają dosyć literatury, radzę zarezerwować sobie kilka godzin na poszukiwania. Jeszcze pod sam koniec swojej wizyty trafiam na wspólny straganik kilku mniejszych wystawców i niezwykle ciekawą serię nieznanego mi wydawnictwa Claroscuro poświęconą poszczególnym miastom. Każdy tom to wybór tekstów napisanych przez znanych autorów mieszkających w nich. Całość ma pokazywać nieznane oblicza znanych miejsc. Gdyby nie wizyta na Targach, pewnie nigdy nie trafiłabym na te książki. Na tym polega magia tego typu wydarzeń (i tajemnica znikających pieniędzy).

Trudno podsumować Targi, unikając banału. Każdy książkoholik znajdzie coś dla siebie, to jest pewne. Ewentualne minusy mają charakter czysto praktyczny: po pewnym czasie robi się tłoczno, nie wszędzie można płacić kartą. Cała reszta jest rewelacyjna. Pamiętajcie: taka okazja zdarza się raz do roku, natomiast Aquapark jest dostępny prawie codziennie. Polecam!
- - - - - - - - - - - - - - - - -
 Oficjalna strona internetowa >>