UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Enemies in love
Georg Friedrich Händel
Arie i duety z oper: Tamerlano, Orlando, Serse, Partenope, Tolomeo, Ariodante, Rodelinda, Rinaldo, Teseo
Jakub Józef Orliński, kontratenor; Natalia Kawałek, mezzosopran • Il Giardino d’Amore • Stefan Plewniak; skrzypce, dyrekcja
Ëvoe Records Ëvoe 005 • w. 2018, n. 2016 • 56’29”
Dość długo ta płyta czekała u mnie na swoje omówienie, ale w końcu nadszedł czas na prezentację kolejnego albumu z małej, niezależnej wytwórni Ëvoe Records, specjalizującej się w nagraniach muzyki dawnej. Tym razem znalazły się na nim fragmenty z oper Georga Friedricha Händla poświęcone pewnemu określonemu tematowi: uczuciom, nie tylko między zakochanymi parami, ale również między wrogami. Takie ujęcie problemu znalazło w osobie kompozytora niezrównanego mistrza charakterystyki psychologicznej swoich bohaterów, który przygotował dla nich arie nie tylko porywające wirtuozerią wokalną, ale również stawiające duże wymagania pod względem zrozumienia treści i oddania jej odpowiednimi środkami muzycznej ekspresji.
 
Najmniejszego problemu z podołaniem owym wyzwaniom nie ma doskonale znany miłośnikom pięknego śpiewu Jakub Józef Orliński, robiący już prawdziwą furorę na scenie barokowej wokalistyki. Całkowicie zasłużenie zresztą, co potwierdza każda pozycja programu niniejszego krążka, rozpoczętego wirtuozowską arią Tamerlana A dispetto d’un volto ingrato. Artysta oszałamia nie tylko nienaganną techniką i brawurą, pokonując najeżone trudnościami pasaże w sposób zapierający dech w piersiach nie tyle u niego, co u zafascynowanych słuchaczy. Imponuje precyzją intonacji i kontrolą nad oddechem. Podobnymi zaletami cechuje się błyskotliwe zakończenie II aktu opery Partenope Furibondo spira il vento, gdzie Arsace gniewa się na Rosmirę za odrzucenie go. Dramatyczne akcenty, wsparte wyrazistym instrumentalnym akompaniamentem i krótkimi, ostrymi dźwiękami smyczków, przynosi recytatyw Tolomea z finału III aktu Che più si tarda. Jakub Józef Orliński doskonale oddaje położenie bohatera przed wypiciem pucharu z trucizną i wielość emocji, jakie nim targają. Wczuwa się w postać niezwykle sugestywnie, a jego wysiłek od razu udziela się słuchaczowi. Nie dziwi zatem fakt, że następująca potem poruszająca Stille amare na tle miarowego kroczącego klawesynu i smyczków oszałamia głębią, pięknem i słodyczą głosu artysty. To samo da się powiedzieć o cudownym wprost fragmencie z I aktu Rodelindy – arii Bertarida Dove sei, amato bene, opiewającym jego miłość do żony. Jakub Józef Orliński śpiewa z takim wyczuciem i żarliwością, że nie sposób nie wzruszyć się i pomyśleć, że geniusz Georga Friedricha Händla naprawdę znalazł swojego wspaniałego interpretatora. Osobiście zawsze bardzo ceniłem w tej arii natchnioną kreację nie byle kogo, bo Andreasa Scholla, ale nasz rodak może zmienić moje dotychczasowe preferencje... Na ogromne pochwały zasługuje także dykcja artysty, nie ma najmniejszych problemów ze zrozumieniem wykonywanego przez niego tekstu, a sposób frazowania i miękkość linii melodycznych w legato są po prostu zachwycające.
 
Tych superlatywów nie da się w moim przekonaniu, niestety, powiedzieć o partnerującej mu Natalii Kawałek. Już poprzedni album, z dziełami Vivaldiego, recenzowany przeze mnie jakiś czas temu, zasiał we mnie wątpliwości co do oceny wykonań śpiewaczki, a niniejszy tylko je pogłębił. Artystka przedstawia się jako mezzosopran, podczas gdy wszystkie partie bohaterek dzieł Händla zaprezentowane na omawianym albumie pomyślane były na głos sopranowy: Dorinda z Orlanda, Romilda z Kserksesa, Ginevra z Ariodante, tytułowa Rodelinda, Armida z Rinalda (w pierwszej wersji), Clizia z Tezeusza. Na mnie osobiście jej udział nie robi zbyt wielkiego wrażenia i nie daje mi powodów do wielkich wzruszeń czy szczególnej satysfakcji podczas słuchania nie tylko wcześniejszego krążka z Vivaldim, ale i niniejszego. Oczywiście, każdy z melomanów ma swoje preferencje i dane wykonanie może mu się podobać lub nie, ale ja niestety w przypadku produkcji Natalii Kawałek skłaniam się ku drugiej opcji. Już sama pierwsza aria, piekielnie trudna zresztą, a mianowicie Amor è qual vento z Orlanda, zapowiada ogólne wrażenie śpiewu artystki: niebyt korzystne. Są interpretacje o wiele bardziej przekonujące zarówno pod względem technicznym (przede wszystkim precyzyjna intonacja, umiejętne posługiwanie się rejestrami i pokonywanie ogromnych skoków interwałowych), jak również samej urody i brzmienia głosu. Szczerze wątpię, czy rozważania Dorindy nad naturą miłości w wersji Natalii Kawałek wpisują się w jakikolwiek sposób w zamierzenia kompozytora i autora libretta. Odnoszę wrażenie, że niekiedy wydaje się nie panować nad głosem, nie trzyma go w ryzach technicznej dyscypliny, co skutkuje brzydkimi w odbiorze dźwiękami, zwłaszcza w dolnej skali z jednej strony, z drugiej zaś forsowaniem w górze aż do granicy nieprzyjemnego krzyku i problemami z utrzymaniem go z odpowiednią precyzją. Świadczy o tym chociażby Furie terribili, popisowa aria Armidy z V sceny I aktu Rinalda. Możliwości porównywania są wielorakie i w tym przypadku okazują się wg mnie bezwzględne dla naszej artystki, skoro odnaleźć można naprawdę wiele bardziej przekonujących wykonań tego utworu, jak chociażby z udziałem Simone Kermes na jej najnowszym albumie (Sony Classical). Nieco więcej satysfakcji sprawia Natalia Kawałek w wielkiej arii Vo far guerra z II aktu tej samej opery, rozciągniętej do prawie 11 minut za sprawą długiego i wirtuozowskiego solo klawesynu (brawa dla Ewy Mrowcy). Prezentuje się przekonująco w opętanej żądzą zemsty i innymi silnymi emocjami czarodziejki. Zupełnie już dobrze natomiast sprawdza się śpiewając z Jakubem Józefem Orlińskim w muzycznej sprzeczce Romildy i Asamenesa Troppo oltraggi la mia fede z Kserksesa, czułym i poruszającym pożegnaniu Bertradida i Rodelindy Io t’abbraccio, a przede wszystkim przepięknym, nastrojowym rozstaniu Clizii i Arcane Addio mio caro bene z Tezeusza. W nich Natalia Kawałek na tle fantastycznego aparatu wokalnego kolegi zaprezentowała się najlepiej. Artyści pokazują zalety natchnionej interpretacji, poruszając odbiorcę szczerością uczuć i zaangażowaniem. Zmysłowe połączenie obu głosów w muzyce pełnej zadumy i melancholii z jednej strony, żarliwości zaś i żywszych akcentów z drugiej naprawdę może się podobać.
 
Nie można również nie wspomnieć o udziale formacji Il Giardino d’Amore, prowadzonej przez Stefana Plewniaka. Mamy tu do czynienia oczywiście z barokową orkiestrą posługującą się historycznymi instrumentami i grającą z odpowiednią manierą. Liczy zaledwie dziesięciu muzyków, co jest dość skromną obsadą i mam niekiedy wrażenie, że muzyka kompozytora w całej swej pełni i teatralności zabrzmiałaby jeszcze lepiej w zespole większym liczebnie o bardziej wyrazistym brzmieniu. Tym niemniej słyszymy nie tylko zaangażowanie głównego skrzypka pełniącego rolę dyrygenta, ale i wszystkich członków zespołu, żywe, czasami nawet bardzo szybkie i efektowne tempa, typowe dla interpretacji muzyki dawnej. Orkiestra tworzy bardzo interesujące tło dla produkcji śpiewaków. Szkoda zatem, że z niezwykle bogatego dorobku scenicznego autora Mesjasza nie zdecydowano się wybrać czysto instrumentalnych pozycji (np. jakiejś uwertury), skoro pozwolił na to łączny czas albumu, dosyć krótki, trzeba przyznać, jak na płytę z dziełami autora kilkudziesięciu oper.
 
Na uwagę zasługuje ładna oprawa plastyczna albumu, kolorowa i ze zdjęciami śpiewaków. Książeczka zawiera biogramy wykonawców, krótki komentarz o kompozytorze i repertuarze w pięciu wersjach językowych. Chwalić należy wydawcę zarówno za to, jak i za przekład na polski oryginalnych włoskich tekstów arii. Jakość dźwięku również jest satysfakcjonująca.
 
Miło, że polscy wykonawcy coraz bardziej zaznaczają swoją obecność na scenie barokowej muzyki. Płyty wytwórni Ëvoe nie można przeoczyć, choć nie grozi jej zapewne pominięcie i zapomnienie za sprawą coraz liczniejszej rzeszy fanów wspaniałego śpiewu Jakuba Józefa Orlińskiego, głównego bohatera omawianego albumu.

PAWEŁ CHMIELOWSKI
Recenzent płytowy, dziennikarz muzyczny, publikujący na łamach Muzyki 21, Twojej Muzy oraz czeskiego pisma Harmonie. Od niedawna prowadzi własną stronę z omówieniami nagrań muzycznych – https://plytomaniak.blogspot.com/.