UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Wielka wystawa „Wyspiański” w Muzeum Narodowym w Krakowie, została dopełniona już jakiś czas temu ciekawymi, nowymi elementami, o czym dowiedziałem się dopiero podczas minionego weekendu, kiedy odwiedziłem Kraków. Do Muzeum Narodowego wszedłem, żeby zobaczyć otwartą ostatnio wystawę „Wajda” (skądinąd bardzo dobrą, ale spodziewałem się mniej samych filmów, a więcej rysunków, obrazów i dokumentów). Wtedy zobaczyłem tytuł „Wyspiański. Nieznany”, który mnie zaskoczył, bo tę znakomitą ekspozycję o „czwartym wieszczu” oglądałem już wcześniej.
 
Okazało się, że tym dopełnieniem jest przede wszystkim prezentacja zgromadzonej w MN Biblioteki Wyspiańskiego, pomyślana nadzwyczaj efektownie. Falistą linią ekspozycyjnych gablot nawiązuje do secesyjnych motywów, a przecież formą działa na wskroś nowocześnie. Mam nadzieję, że widać to na zdjęciach.
 
Co miał w domowej bibliotece Stanisław Wyspiański? Jak się wydaje, głównie to, z czego korzystał, pracując, i piękne książki własnego projektu, arcydzieła smaku i oryginalności. Dominują dziewiętnastowieczne publikacje historyczne, których sztampowa szata graficzna przy książkach takiego mistrza właściwie razi. Ich dobór wskazuje na wszechstronność historycznych zainteresowań artysty i jego wielojęzyczność jako czytelnika, są edycje niemieckie, francuskie i rosyjskie. Jest też trochę luksusowych wydawnictw poświęconych sztuce, są wreszcie książki z dedykacjami autorów – przyjaciół. O tym, jak czytał, pracując nad jakimś tematem, świadczyć mogą książki włączone do księgozbioru zapewne w związku z „Legionem”, dramatem poświęconym tworzeniu przez Adama Mickiewicza legionu we Włoszech. Jest nie tylko pierwodruk „Pana Tadeusza”, ale kilka innych znaczących Mickiewiczianów, m.in. książka o Andrzeju Towiańskim czy wspomnienia z europejskiej podróży Antoniego Edwarda Odyńca, którą odbył razem z Mickiewiczem.
 
Oprócz księgozbioru zaprezentowano także oryginalne rysunki ilustracji (np. do słynnej „Iliady. Pomoru. Gniewu”), projekty ozdobników, materiały drukarskie (np. matryce okładek). Jest też trochę dokumentów związanych z pracami wydawniczymi, np. listy do i od wydawców (m.in. Mortkowicza, Gebethnera czy  Anczyca), a nawet umowy wydawnicze czy rachunki z Drukarni Uniwersytetu Jagiellońskiego.
 
Nie miejsce tu na szczegółowe rozważania, które i tak byłyby tylko przytoczeniami prawd zawartych w znakomicie opracowanym katalogu tej części wystawy.
 
Dlatego w galerii pod tym artykułem zamieściłem fotografie z wystawy, na których widać wybrane okazy, m.in. książki z dedykacjami Stanisława Przybyszewskiego, Jerzego Żuławskiego i Władysława Stanisława Reymonta czy taki ciekawy drobiazg jak wypełniony przez Wyspiańskiego rewers Biblioteki Uniwersytetu Jagiellońskiego na wypożyczenie „Tygodnika Illustrowanego”.
 
Wystawa będzie czynna do 5 maja. Zostało już mało czasu, ale gdyby się komuś z Państwa udało być w Krakowie, szczerze polecam!