UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem
Znamy już wstępne wyniki badania stanu czytelnictwa w Polsce w 2018 roku. Przeprowadzono je, jak co roku, z inicjatywy Biblioteki Narodowej, metodą komputerową na dwóch grupach: na ogólnopolskiej próbie reprezentatywnej 2076 respondentów w wieku co najmniej 15 lat  oraz na celowej próbie 1660 czytelników książek. Wniosek ogólny z pomiarów brzmi: zainteresowanie czytelnictwem nie rośnie (różnica wobec poprzedniego roku mieści się bowiem w granicach błędu statystycznego). Ale czy rzeczywiście jest się czym martwić?

Wydaje się, że wciąż jeszcze żyjemy awanturą sprzed kilku, kilkunastu lat, której sens zawrzeć można w jednym zdaniu: stan czytelnictwa w Polsce jest fatalny. Pamiętam, jak niektóre media biły na alarm – czytamy coraz mniej, stanowczo blado wypadamy na tle innych, bardziej ucywilizowanych narodów, czeka nas kulturowa katastrofa itd. Jakkolwiek troska ta miała i ma swoje uzasadnienie, z dzisiejszej perspektywy widzimy, że spadek zainteresowania książkami jest w pewnym sensie naturalny. Przyczyny takiego stanu rzeczy upatrywać można, na przykład, w rozwoju rozrywki cyfrowej i źródeł informacji czy specyfice rynku pracy (minęły już przecież czasy, kiedy literatura umożliwiała awans społeczny). Podobnie do tej sprawy podchodzą autorzy raportu, których celem nie jest uszczęśliwianie „antyksiążkowców” na siłę, lecz poszukiwanie nieco ciekawszych zależności.

Pierwszy pozorny paradoks, z którym można się zetknąć, analizując odpowiedzi respondentów polega na tym, że młodzi rzadko deklarują, by darzyli książki jakąś szczególną sympatią (dla przykładu w grupie wiekowej 15–24 lata tylko 4% mężczyzn i 13% kobiet twierdzi, że bardzo lubi czytać, podczas gdy w przedziale 60+ jest to kolejno 10% mężczyzn i 23% kobiet), a jednocześnie przyswajają całkiem sporo literatury! Prawdopodobnie ma to związek z rolą szkół i uczelni, które niejako wymuszają aktywne korzystanie z książek. Mimo to trudno jednoznacznie ocenić, w jakim stopniu instytucje te kształtują postawy czytelnicze. Jak piszą autorzy raportu, „można przypuszczać, że po ustaniu obowiązku szkolnego czytać książki będą ci, którzy nauczyli się to lubić”.

Równie ciekawa jest obserwacja dotycząca sposobu pozyskiwania książek. Okazuje się, że Polacy coraz częściej decydują się na zakup książki, przez co można sądzić, że interesują ich głównie tytuły nowe. Jednocześnie niewielu z nas posiada rozbudowane księgozbiory domowe – aż 28% respondentów w próbie ogólnopolskiej przyznało, że nie mają w domu żadnych książek, nawet starych podręczników szkolnych, co dla wielu bibliofilów może być wręcz niewyobrażalne. Na szczęście dla wszystkich bibliotekarzy udział książek wypożyczanych z bibliotek publicznych utrzymuje się na poziomie z poprzedniego roku! Wciąż zatem biblioteki są potrzebne!

Jeśli chodzi o to, jak Polacy czytają, wszystko wskazuje na to, że lektura ma dla nas w sobie coś z celebracji. Czytanie w domowym zaciszu, podczas deszczu bębniącego o szyby lub opadów śniegu – to scenariusz, który może okazać się prawdziwy, jeśli wziąć pod uwagę, że najwięcej osób deklaruje czytanie w czasie czasu wolnego, w weekendy czy podczas brzydkiej pogody. Poniekąd to dobrze, że czasem byle pretekst odrywa nas od czytania – poświęcamy się różnym innym aktywnościom, latem więcej osób preferuje odpoczynek na świeżym powietrzu. Z przymrużeniem oka należy jednak traktować tłumaczenia osób nieczytających, które uzasadniają swoją postawę brakiem czasu.

Wreszcie warto przyjrzeć się temu, dlaczego sięgamy po takie a nie inne pozycje wydawnicze. Cenimy sobie przede wszystkim… własną opinię, ale też sugestie rodziny i znajomych. W dziesięciostopniowej skali czytelnicy wszystkich grup wiekowych oceniali średnio wagę swojego zdania na 7–8 punktów, a rekomendacje bliskich powyżej 6 punktów. Wygląda na to, że ufamy własnemu gustowi! Wśród młodych osób spore znaczenie mają również internetowe opinie (ok. 5–6 pkt), ale bibliotekarzy z pewnością ucieszy fakt, że dla osób powyżej 40 roku życia istotna jest nasza rola w doborze lektury. Po okładce zaś częściej oceniają książki ludzie młodzi, w wieku 15–24 lat oraz osoby powyżej 60 lat. Opinie prasowe, nagrody literackie rzadziej są brane pod uwagę; na szczęście na szarym końcu są reklamy i katalogi – tym wierzymy tylko na ok. 4 punkty.

Nieprawdziwe jest przeświadczenie, że książki elektroniczne przyczyniają się do spadku czytelnictwa w ogóle. Badani z próby celowej (czyli osoby wybrane do badania ze względu na to, że przeczytały w ciągu roku trzy i więcej książek) chętnie sięgają po e-booki, a czytają je głównie na komputerach, laptopach i smartfonach. Jeśli więc już czytamy, to na różne sposoby. Podobnie rzecz ma się z językami obcymi. Przyswajających jakiekolwiek teksty w językach obcych jest ok. 7%, przy tym w próbie celowej czytelników książek takich osób jest 38%. Rzadko jednak sięga się po literaturę piękną, chodzi tutaj głównie o wszelakie teksty internetowe (np. blogi, strony tematyczne) oraz korespondencję służbową. Dla siebie w innych językach Polacy poszukują przepisów, poradników, przewodników i instrukcji obsługi. Autorzy raportu posumowanie kończą jeszcze jedną uwagą, nad którą warto się zastanowić, a mianowicie: „W języku innym niż polski statystycznie częściej czytają mężczyźni niż kobiety, przy czym różnica szczególnie wyraźnie widoczna jest w lekturach na użytek pracy zawodowej”. 

To tylko wierzchołek góry lodowej – danych jest na tyle dużo, że można pokusić się o znacznie bardziej dogłębne analizy. Szczegółowy komentarz znaleźć będzie można na stronie Biblioteki Narodowej. Zachęcamy zarówno bibliotekarzy, jak i czytelników, do zapoznania się z nim!