UWAGA!

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Są filmy, od których oczekujemy, że po seansie będziemy w pełni zrelaksowani. „Wszyscy moi mężczyźni” to ciepła produkcja, którą można oglądać całą rodziną.

Główną bohaterkę – Alice Kinney (Reese Witherspoon) – widzowie poznają w dniu jej czterdziestych urodzin. Kobieta ma dwie córki w wieku szkolnym: Isabel i Rosie, które od pewnego czasu wychowuje sama, ponieważ jest w separacji z mężem Austenem (Michael Sheen). Wieczorem Alice wraz z przyjaciółkami wybiera się do baru, gdzie poznaje trzech młodych mężczyzn. Okazuje się, że nowi znajomi nie mają gdzie mieszkać, więc kobieta postanawia im pomóc. Od tego czasu jej świat przewraca się do góry nogami.

Trzech poznanych w barze przyjaciół to: Harry (Pico Alexander), George (Jon Rudnitsky) i Teddy (Nat Wolff). Są pełni marzeń i nadziei. Ich podejście inspiruje Alice. Trzeba przyznać, że bohaterów łatwo polubić. Normalni i przesympatyczni to najlepsze słowa, którymi można ich opisać. Jako ciekawostkę mogę dodać, że Picco Alexander, wcielający się w główną rolę męską, ma polskie korzenie. Jak podaje Wikipedia, aktor nazywa się Aleksander Łukasz Jogałła.

Alice po poznaniu mężczyzn znajduje się w całkowicie nowej sytuacji. Dzięki znajomości z młodzieńcami zaczyna zwracać uwagę na swoje potrzeby. Zauważa, że tkwi w nieciekawym położeniu i postanawia to zmienić. W główną rolę wcieliła się Reese Witherspoon, znana z produkcji takich jak „Dzika droga” czy „Spacer po linie”. Aktorka jest bardzo żywiołowa i pogodna. Wiarygodnie gra ambitną kobietę, która stara się być wzorową matką.

Można się zastanawiać, czy nie jest tu trochę zbyt różowo. Świat przedstawiony w filmie jest wyidealizowany, wręcz cukierkowy. Kolejna wada to wielowątkowość: bohaterowie mają liczne problemy (np. mieszkaniowe), lecz nie zostały one pogłębione. Brakuje dokładniejszych analiz dylematów. Warto się jednak zastanowić, czy gdyby się takie pojawiły, to film nie straciłby swojego lekkiego charakteru? Wprowadzenie mnogości różnorakich sytuacji powoduje, że nie ma miejsca na nudę, a akcja posuwa się dynamicznie naprzód. A przecież „Wszyscy moi mężczyźni” to przede wszystkim historia, która ma dać widzom szczyptę optymizmu.

Trzeba przyznać, że tłumaczenie tytułu jest bardzo nietrafne i wręcz mylące. Oryginalna nazwa Home Again oznacza „ponownie w domu” (lub mniej dosłownie „powrót do domu”). Odnosi się do zmiany miejsca zamieszkania głównej bohaterki i zmian w jej życiu. Polski tytuł „Wszyscy moi mężczyźni” w połączeniu ze zdjęciem aktorki sugeruje, że będzie to typowa komedia romantyczna. Nie jest przekłamaniem, że w życiu głównej bohaterki pojawia się więcej niż jeden mężczyzna, ale film można postrzegać szerzej niż tylko w kontekście relacji miłosnych.

„Wszyscy moi mężczyźni” to przyjemne kino fabularne z elementami komediowymi. Jego wymowa jest bardzo optymistyczna: wszystko się może zdarzyć i warto wierzyć w siebie. Są momenty „pluszowe”, podkolorowane i zbyt wyidealizowane, ale produkcja ma przede wszystkim dostarczyć rozrywki – w pełni spełnia swoją rolę
.

Film dostępny w Fonotece.
MAŁGORZATA MACIEJCZYK Absolwentka polonistyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Specjalizowała się w krytyce literackiej i artystycznej. Frankofilka, książkoholiczka.